czwartek, 8 października 2015

Jedno z jesiennych postanowień - stay fit!

To, że ze mnie zrobiła się szczupła osoba to wiecie już od dawna: TUTAJ
ja jednak nie spoczęłam na laurach i pomagam mojej linii być jak najbardziej fit. Przede wszystkim pamiętam o tym, że waga to nie wyznacznik, a i wymiary potrafią być zgubne, chociaż mam na uwadze, żeby nie popadać w skrajność. Zarówno mama jak i Dawid na bieżąco kontrolują czy wszystko ze mną gra :D, jakbym sama już nie musiała o to dbać.

Przede wszystkim ruch. Odkąd się przeprowadziłam do pracy i na uczelnię jeździłam na przemian autem i rowerem. O tyle wyczyn, że w jedną stronę i tu i tu miałam około 10 km. Poranki często chłodne, musiałam wyjeżdżać o 7 żeby być spokojnie na 8 (z ogarnięciem się), ale było warto. Odstawiłam rower podczas upałów, ale i tak bym musiała z niego zrezygnować, bo potrzebowałam auta w pracy. Ciężki to rozmach z tym rowerem, bo trzeba ciągnąć ze sobą wszystko do pracy, jedzenie, wodę, ubrania na zmianę. Poza oszczędnością na paliwie czy bilecie i kwestii rekreacji zaletą też jest delikatne ćwiczenie pleców, co niesłusznie zawsze pomijam.

Bieganie też nie jest mi obce. Biegam/truchtam/maszeruję tylko wtedy, kiedy jestem w rodzinnej miejscowości. Tam mam dużo piaskowych dróg, znane mi lasy i ścieżki. Biegam zazwyczaj wieczorem, przy zachodzie słońca i raczej tylko w weekendy. Zdecydowanie bardziej lubię te moje biego-marsze. Nie są w mieście, a w otoczeniu natury, mniej kontuzyjne (żadne auto mnie nie potrąci, a rowerem cały czas muszę być skupiona na tym mimo dróżki rowerowej), wydaje mi się też, że daje większy wycisk i ćwiczy przede wszystkim te mięśnie, które chcę - pośladki. Zarówno w rowerze i bieganiu rodzi się mój kompleks dużych łydek... kupić rurki to cud, bo wszystkie się rozłażą! No cóż...

Zarówno przed rowerem i bieganiem robię ok. 20 minutową rozgrzewkę, zazwyczaj stretching dynamiczny. Wychodząc "na sucho" ciężko się zmusić do większego wysiłku. Po ćwiczeniach jest raczej stretching statyczny, ew. elementy jogi, wyciszenie, kąpiel, peeling i kremy.

Co do diety - moja zmora, jak też i kwestia ćwiczenia pleców :D. Nie mogę przełamać się jeść rano, przed wyjściem z domu. Zmuszałam się do owsianki z owocami, a i tak za godzinę w pracy byłam głodna. Poza tym, nie mam ścisłej diety. Staram się jeść zdrowo, ale mam taki okres, że jem pizzę, zapijam colą, potem jem lody a na kolację spaghetti albo mc donald i deser w formie tabliczki czekolady. Znowu w inne dni zjem sałatkę (bo fit :D) i tyle. Powinnam większą uwagę przykuwać do diety, może kiedyś :D.


Moja waga od prawie roku waha się w okolicy 54-56 kg, przy wzroście 162. Wszystkie wyniki mam w normie, więc nie jest ze mną tak źle pomimo mistrzowskiej diety :D.
Rzeczywiście widzę jak zmienia się moje ciało. Nogi kształtują się inaczej niż rok temu, uda są smuklejsze, choć pupa wciąż zapadnięta, w końcu mam też wcięcie w talii. Uważam, że nie jestem klasycznym wieszakiem, a mam trochę tego ciałka i wszystkie kobiece atuty na swoim miejscu i  to sprawia, że podobam się sobie (tylko nie plecy :D).

5 komentarzy:

  1. Podziwiam! A Twoja przemiana rzeczywiście robi wrażenie :)

    Obserwujemy?

    OdpowiedzUsuń
  2. gratuluje efektów , ja też walczę o utrzymanie formy, od kiedy schudłam ponad rok temu, niestety rodzina nie pomaga

    OdpowiedzUsuń
  3. Ruch to mega sprawa, ja zawsze jak poćwiczę czy pojeżdżę na rowerze, mam pełno energii ;) pozdrawiam i zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)