piątek, 30 października 2015

Powrót do dzieciństwa - Skakanka

Poszukując urozmaicenia w moich domowych treningach pomyślałam o ... SKAKANCE. Dawno zapomniany kawałek sznurka, który w dzieciństwie sprawiał tyle radości. Czy ktoś z Was nie umie skakać na skakance?

Czasem jest tak, że z nieba leje na tyle mocno, że bieg jest niemożliwy, albo też dopiero późnym wieczorem wracamy do domu, gdzie bieganie po lesie to jak wyrok na kontuzję... albo atak przez nieznajomego :D. Co prawda skakanka nie zastąpi nam całkowicie treningu, bo to raczej forma rozgrzewki, ale jeżeli mamy wybór pomiędzy "coś" a "nic" a ja wybieram "coś", czyli właśnie trening w domu ze skakanką.

Zalety ćwiczeń na skakance:
- niski poziom kontuzji
- aktywuje właściwie wszystkie mięśnie
- idealna forma rozgrzewki przed każdym sportem, szczególnie szybkościowym (np. piłka ręczna)
- ćwiczy równowagę
- (ponoć) wysmukla brzuch  - mój cel nr 1!
- spala dużo kalorii, w stosunkowo krótkim czasie

Jest to też troszkę wadliwy spory. Wadliwy pod względem dość zabawnym - po pierwsze obciąża kolana, w moim przypadku to nie jest dobre, więc właściwie opcja skakanki jako rozgrzewki jest dla mnie jedynym rozwiązaniem. Coś co mnie lekko zniechęca to jest znalezienie właściwego sposobu upięcia włosów :D. Najwygodniej jest mi w kucyku, ale niestety włosy zahaczają o skakankę i ją hamują! a koczek i inne wiązania szybko się rozplątują podczas skoków. Na początku miałam też problem z właściwym oddechem, co jest bardzo istotne podczas ćwiczeń. Dopiero po kilku konkretnych próbach udało mi się złapać odpowiedni rytm.


sobota, 24 października 2015

kwiatowy ideał - campaca blossom

Poza A CHILD'S WISH i kiedyś SWEET STRAWBERRY żaden inny wosk nie wywoływał we mnie tyle emocji. Lubię zapach kwiatów, lubię chodzić do kwiaciarni i czuć świeże kwiaty. Kojarz mi się to z beztroską, ze świeżością, latem i oczywiście czystym mieszkaniem, ubranym w świeże kwiaty. To, że mój Mężczyzna potrafi mnie obdarować kwiatami to wiecie, jednak róże wcale nie pachną i poza jego miłością nie wnoszą do mieszkania nic (choć ta jego miłość to mój największy skarb <3). Uwielbiam dostawać od niego kwiaty i w żaden sposób tego nie kwestionuję. Jednak nie mają one tego magicznego zapachu.

Szukałam wosku, który choć na chwilę otuli mnie kwitnącymi liliami i piwoniami, które tak bardzo kojarzą mi się z dzieciństwem i ogrodem babci, pełnym dorodnych kwiatów, w rozmaitych barwach.

I znalazłam!

Może nie jest to ten 100% ideał, ale rzeczywiście potrafię się przy nim rozmarzyć i przenieść w inne czasy, te z przeszłości. Nie ma tu największego znaczenia czy palę go jesienią, czy latem. Każda pora jest dobra, aby wrócić do dziecięcych lat :).

Woski Yankee Candle dostępne są w sklepie goodies.pl, a tan konkretny jest właśnie  TUTAJ.
A za oknem piękna, złota, polska jesień <3.


czwartek, 22 października 2015

Jesienny akcent - sweet apple

O tak, czas i na mnie z kominkowym szałem. Od kilku dni wypalam moje woskowe zapasy i tu się spostrzegłam, że o tym "smaku" jeszcze nie było okazji napisać.
Jabłko, jako owoc, zawsze kojarzyło mi się z soczystym, słodkim smakiem. Jabłko jesienią kojarzyło mi się zawsze z jeżem :D (wiecie, taki obrazek z przedszkola, jak jeżyk na pleckach niesie jabłuszko).
Od zapachu Sweet Apple oczekiwałam właśnie tej słodkości, soczystości i otulenia się w jesiennych, słonecznych liściach. Jak było naprawdę?

Zapach rzeczywiście jest słodki i początkowo pachnie jak jabłko z cukrem pudrem albo lukrem, a właściwie cukier puder lub lukier z jabłkiem. Jednak później robi się dziwnie ciężki i perfumowany. Staram się go nie palić za długo, bo bywa męczący i otumaniający, natomiast palony do 30 min. zostaje tą słodkością z delikatną domieszką jabłka. Bądź co bądź bardzo idealny zapach na jesień (palony tylko chwilę!)

Niestety, do moich ulubieńców nie trafia.

Woski Yankee Candle możecie znaleźć tutaj goodies.pl, a ten konkretny zapach TUTAJ.

poniedziałek, 19 października 2015

Balea pływa w mojej wannie

O tak! Zaletą przebywania w rodzinnym domu jest ogromna wanna :D. Nie byłabym sobą, gdybym nie skorzystała z tej okazji i brała prysznic, a nie długą, ciepłą kąpiel. Mojemu małemu SPA towarzyszyła spokojna muzyka, gorąca woda oraz zapachy od Balea, zamieniające się w delikatną pianę.

Zarówno jeden i drugi zapach to typowo wakacyjny bukiet eteryczny, a wręcz idealny na orzeźwienie w upalne dni. Jednak wcale nie gorzej wkomponowują się w jesienną aurę, podczas której potrzebujemy czasem ucieczki do słońca i upału. Nic też dziwnego, że podczas takich kąpieli wakacyjne wspomnienia są obecne. W moim przypadku wakacje w tym roku  to były dwa wspaniałe weekendy, które spędziłam z moim Ukochanym: najpierw w Berlinie i Tropical Island, a później nad polskim morzem w Dębkach, Sopocie i na Helu.


Arbuz - moja ulubiona nuta zapachowa w kosmetykach. Każdy krem, żel, peeling arbuzowy to mój faworyt. I oczywiście tym razem mnie nie zawiódł. O tej porze roku dobry, soczysty arbuz w sklepie to już rzadkość (w Biedronce jakieś takie to już suche...), a miłośnicy arbuza mogą właśnie w formie żeli do kąpieli odnaleźć aromat tego soczystego owoca.

Malina & trawa cytrynowa - sama malina byłaby otulającym, ogrzewającym kocykiem, jednak w połączeniu z trawą cytrynową daje orzeźwienie i energię. Jeszcze kilka dni temu mogłam skosztować późnych malin z krzaczka u mojej babci, dziś zostały mi tylko w żelach i kremach :(. Te owoce, to po arbuzie, moje faworyty.

Oba żele mają przyjemne aromaty, które czuć podczas kąpieli. Niestety, zapach jest ulotny i nie utrzymuje się na skórze za długo. Natomiast w łazience jeszcze jakiś czas czuć co tego wieczoru było grane.

czwartek, 15 października 2015

O marzeniach małego dziecka - historia moich włosów

Nie raz wspominałam, że jako mała dziewczynka marzyłam o długich włosach, których nie było mi dane mieć. Najpierw (cały wiek przedszkolny) miałam na głowie kilka piórek w kolorze bardziej blond, co tak czy siak ścinali mi "na grzyba" z nadzieją, że następnym razem urośnie więcej. Na próżno. Poza tym, że ściemniały konkretnie to nie działo się więcej nic. Do I Komunii miałam włosy ledwo sięgające do ramion, a wszystkie inne dziewczynki miały piękne, do pasa. One po Komunii ścinały się "na boba" czy coś podobnego, a ja nie miałam nawet co ściąć :D.
Koleżanka, która miała takie grube, długie włosy powiedziała, że myje szamponem jajecznym. Moja mama widząc moje pióra kupiła go i po jakimś czasie włosów było więcej! Puszyły się jak cholera, kręciły każdy w inną stronę, nie rosły prawie w ogóle, ale nie byłam już pół-łysym dzieckiem.
Co o pielęgnacji włosów mogła wiedzieć nastoletnia dziewczynka? Właściwie niewiele. Później była moda na malowanie włosów. Miałam włosy w kolorze blond, czerwonym, z pasemkami każdego koloru, lecz ciągle to był bezwładny puch, który rzadko kiedy układał się ładnie.
Jeszcze w liceum nie myślałam o tych włosach poważnie. Były to były, ot co. Częściej je prostowałam, malowałam, trzymało się to jakoś kupy, choć dziś wiem, że to była dla nich katorga, a dziś muszę to odpokutować.


Właściwa pielęgnacja zaczęła się dopiero na studiach, a właściwie 5 lat temu jak założyłam bloga i zaczęłam szperać w internecie. Trafiłam na pierwsze blogi typowo kosmetyczne, jakieś oleje, maski - SZOK. Ale większy szok był dopiero po jakiś 3 latach, kiedy moje włosy zaczęły w końcu mieć jakiś wygląd. Pisze jakiś, bo nie wiem czy osiągnęłam ich fundamentalne maximum.

Są cienkie, prawdopodobnie przez długie lata malowania. Końcówki trochę przesuszone (na zdjęciach bez serum i suszone średnim, nie zimnym powietrzem). Do tego niejednolity kolor (odrosty) trochę działa mi na nerwy. Cierpliwie czekam na wylęg nowych włosów i wzmacnianie się już obecnych.

Obecnie dużo uwagi skupiam na pielęgnacji włosów. Różne oleje(od niedawna dopiero na ciepło), maski, odżywki, proste w składzie szampony.

1. Przed myciem wcieram w głowę wodę brzozową lub pokrzywę w skórę głowy, potem nakładam oleje na ciepło, zazwyczaj na noc, na rozczesane włosy. Do rozczesywania używam grzebienia o szerokich ząbkach. Zrezygnowałam nawet z TT. (wykańczam także olej łopianowy).
2. Rano myję głowę najpierw szamponem baby dream lub innym o ziołowym składzie, dobrze czyszczącym, spłukuję i myję czymś kolejnym (ostatnio balea).
3. Obficie spłukuję włosy letnią wodą.
4. Na długość, od ucha w dół, nakładam odżywkę (ostatnio również balea) i czekam tak ok. 5 minut.
5. Obficie spłukuję włosy letnią wodą.
6. Ściągam dłońmi wodę z włosów, a resztki wciskam w ręcznik, absolutnie nie pocieram i nie trzymam włosów w ręczniku długo, to bardzo je niszczy i łamie. Do włosów używam oddzielnego ręcznika, którym nikt się nie wyciera.
7. Wilgotne włosy rozczesuję grzebieniem o szerokich ząbkach.
8. Suszę w pozycji, gdzie głowa spuszczona jest w dół (wypadające włosy lecą do brodzika, a nie na podłogę, co mnie irytuje) zimnym powietrzem. Dodatkowo pomagam sobie albo owym grzebieniem albo okrągłą szczotką, żeby włosy się nie plątały.
9. Nie suszę włosów do końca. Zostają delikatnie wilgotne.
10. Na końcówki nakładam niewielką ilość oleju arganowego lub innego serum bez alkoholu (no właśnie, na zdjęciach tego nie ma :D), to ujarzmia końcówki.
11. Włosy dosychają same.

Są miękkie, lśniące, ostatnio szybko rosną, a końcówki podcinam raz na pół roku (zbliża się cięcie...).



wtorek, 13 października 2015

Aromaterapia nie tylko przez woski

O taaaak, sezon na woski, świeczki, aromatyczne herbatki czas zacząć. Nie skłamię pisząc, że troszkę brakowało mi tego nastrojowego płomienia świeci podczas upałów, gdzie wosk co najwyżej się topił :D. Przyszła jesień, więc także i u mnie ruszyły porządki i zapachy <3.
Ale nie, dziś jeszcze nie o woskach i świeczkach :P.
Czas na coś co relaksuje w nieco innej formie - olejek do kąpieli od Kneipp.

Wydajność: Nie mam tu żadnych przeciwwskazań - fajne oczko w buteleczce pozwala delikatnie dozować ilość.
Efekty: No cóż, oczywiście oczekiwałam nawilżenia i takie jest, choć bez większego efektu wow. Ponadto sama aromaterapia również na plus, ale....
Moja opinia: ...to ale to zapach. Jest intensywny, długo utrzymuje się na skórze, ale nie jest w moim typie. Mojemu mężczyźnie się podoba, a mi nie. Poza tym brudzi. Użyty w wannie nie brudzi ciała, jednak pod prysznicem dozowałam na dłonie i "smarowałam się" nim. Byłam cała w fioletowe zacieki, a szczególnie dłonie. W wannie natomiast, jeżeli nie jest od razu po umyciu (jest na niej ten osad mydlany na pewnej wysokości) to niewidoczny wcześniej, dwudniowy osad, zamienia się w fioletowe pasy.



sobota, 10 października 2015

Jak to jest z tą pokrzywą?

Rozprawa pomiędzy dobroczynnością a złym działaniem pokrzywy była poruszona już na nie jednym blogu. Fakt jest taki, że każde dobro przedawkowane może być szkodliwe. Dotyczy to ziół, leków i wszystkiego innego. Jasne?
A teraz do sedna :).
Pokrzywa to dobry element w diecie oczyszczającej. Oczyszcza cały organizm z toksyn zaczynając od układu moczowego i trawiennego aż po skórę. Odpowiednie jej parzenie, a później spożywanie może wspomagać pozbycie się z organizmu niepotrzebnych elementów przemiany materii.

Zalety:
- zbawienne działanie na układ moczowy, pomoc w leczeniu chorób tego układu
- wzmaga apetyt
- oczyszczanie układu trawiennego, usprawnia pracę żołądka, wątroby i trzustki
- wpływa na produkcję krwinek czerwonych
- obniża poziom cukru we krwi
- właściwości bakteriobójcze, wykorzystywane w leczeniu schorzeń skórnych
- przyspiesza porost włosów

Przeciwwskazania:
- choroby układu rodnego, np. policystyczne jajniki
- karmienie piersią
- przewlekłe choroby nerek
- stosowanie leków na cukrzycę

Z chęcią sama "dokształcę się" w kwestii działania pokrzywy, także czekam na wasze uwagi :).

Zacząć powinnam też od tego, że jest wielka różnica między piciem herbatki z torebki, herbatki suszonej, a własnego naparu (również w zależności od tego z jakiej części pokrzywy robimy napar).
Ja niestety skazana byłam na herbatkę z torebki, czyli chyba najmniej dobrą opcję.
Moim głównym celem jest oczyszczenie organizmu, z naciskiem na cerę oraz poprawa kondycji włosów. Już kiedyś pisałam o magicznym podejściu: pół szklanki w skórę głowy a pół wypijam, co według mnie przyspieszyło porost moich włosów. Teraz nieco zmieniłam podejście: 2 szklanki wypijam, pół w skórę głowy (czyli 1 na dwa razy). Trzeba też pamiętać o tym, żeby robić przerwę w piciu pokrzywy, ja przyjmuję zasadę: 3 tyg. picia, 1 tydz. spokoju.

Wyzwanie pokrzywy trwa. Mam nadzieję, że szybko zauważę rezultaty :).
A Wy, macie jakieś doświadczenia z naparem/herbatką z pokrzywy?

czwartek, 8 października 2015

Jedno z jesiennych postanowień - stay fit!

To, że ze mnie zrobiła się szczupła osoba to wiecie już od dawna: TUTAJ
ja jednak nie spoczęłam na laurach i pomagam mojej linii być jak najbardziej fit. Przede wszystkim pamiętam o tym, że waga to nie wyznacznik, a i wymiary potrafią być zgubne, chociaż mam na uwadze, żeby nie popadać w skrajność. Zarówno mama jak i Dawid na bieżąco kontrolują czy wszystko ze mną gra :D, jakbym sama już nie musiała o to dbać.

Przede wszystkim ruch. Odkąd się przeprowadziłam do pracy i na uczelnię jeździłam na przemian autem i rowerem. O tyle wyczyn, że w jedną stronę i tu i tu miałam około 10 km. Poranki często chłodne, musiałam wyjeżdżać o 7 żeby być spokojnie na 8 (z ogarnięciem się), ale było warto. Odstawiłam rower podczas upałów, ale i tak bym musiała z niego zrezygnować, bo potrzebowałam auta w pracy. Ciężki to rozmach z tym rowerem, bo trzeba ciągnąć ze sobą wszystko do pracy, jedzenie, wodę, ubrania na zmianę. Poza oszczędnością na paliwie czy bilecie i kwestii rekreacji zaletą też jest delikatne ćwiczenie pleców, co niesłusznie zawsze pomijam.

Bieganie też nie jest mi obce. Biegam/truchtam/maszeruję tylko wtedy, kiedy jestem w rodzinnej miejscowości. Tam mam dużo piaskowych dróg, znane mi lasy i ścieżki. Biegam zazwyczaj wieczorem, przy zachodzie słońca i raczej tylko w weekendy. Zdecydowanie bardziej lubię te moje biego-marsze. Nie są w mieście, a w otoczeniu natury, mniej kontuzyjne (żadne auto mnie nie potrąci, a rowerem cały czas muszę być skupiona na tym mimo dróżki rowerowej), wydaje mi się też, że daje większy wycisk i ćwiczy przede wszystkim te mięśnie, które chcę - pośladki. Zarówno w rowerze i bieganiu rodzi się mój kompleks dużych łydek... kupić rurki to cud, bo wszystkie się rozłażą! No cóż...

Zarówno przed rowerem i bieganiem robię ok. 20 minutową rozgrzewkę, zazwyczaj stretching dynamiczny. Wychodząc "na sucho" ciężko się zmusić do większego wysiłku. Po ćwiczeniach jest raczej stretching statyczny, ew. elementy jogi, wyciszenie, kąpiel, peeling i kremy.

Co do diety - moja zmora, jak też i kwestia ćwiczenia pleców :D. Nie mogę przełamać się jeść rano, przed wyjściem z domu. Zmuszałam się do owsianki z owocami, a i tak za godzinę w pracy byłam głodna. Poza tym, nie mam ścisłej diety. Staram się jeść zdrowo, ale mam taki okres, że jem pizzę, zapijam colą, potem jem lody a na kolację spaghetti albo mc donald i deser w formie tabliczki czekolady. Znowu w inne dni zjem sałatkę (bo fit :D) i tyle. Powinnam większą uwagę przykuwać do diety, może kiedyś :D.


Moja waga od prawie roku waha się w okolicy 54-56 kg, przy wzroście 162. Wszystkie wyniki mam w normie, więc nie jest ze mną tak źle pomimo mistrzowskiej diety :D.
Rzeczywiście widzę jak zmienia się moje ciało. Nogi kształtują się inaczej niż rok temu, uda są smuklejsze, choć pupa wciąż zapadnięta, w końcu mam też wcięcie w talii. Uważam, że nie jestem klasycznym wieszakiem, a mam trochę tego ciałka i wszystkie kobiece atuty na swoim miejscu i  to sprawia, że podobam się sobie (tylko nie plecy :D).

poniedziałek, 5 października 2015

Woda brzozowa ISANA

O wodzie brzozowej swego czasu było głośno. U mnie właściwie jest non stop, bo odkąd skończyłam jeden rodzaj nie mogłam powstrzymać się przed zakupem drugiego - niestety poległam i zakup nie był trafny. Szukałam czegoś stacjonarnie, bo poprzednik był zamawiany z allegro POST O NIM TUTAJ. Zadecydowała oczywiście cena i takim sposobem kupiłam Wodę brzozową ISANA

Wydajność: Jest dobra pod warunkiem, że nie aplikujemy z firmowej butelki - z niej się leje jak z kranu. Ja przelewam porcję w pojemnik z "psikaczem" (jak to fachowo nazwać? :D) i jest ok.
Efekty: Mimo alkoholu w składzie, zarówno jedna jak i druga woda, nie wysuszyła mi skóry głowy. Jednak w tym przypadku nie widzę żadnych efektów jeżeli chodzi o dłuższą świeżość włosów, czy też o ich szybrze rośnięcie. Do tego ma dość kleistą konsystencję i włosy po aplikacji są poklejone i sztywne, nie ma innej opcji aby ich nie myć, dlatego aplikuję na noc i rano zmywam.
Moja opinia: Efektów zero, ale chociaż zapach fajny (lekko słodkawy) i cena niewysoka. Trzeba też uważać, żeby nie ciekło nam nic na twarz, bo potrafi zrobić czerwone plamki (zapewne sprawka alkoholu w składzie). Nie sięgnę po nią po raz kolejny.





czwartek, 1 października 2015

Stay strong

Pierwszy raz mogę oficjalnie powiedzieć, że jestem bezrobotna! Niezwykle bawi mnie ten stan. Na szczęście będzie trwał bardzo krótko, bo zaraz, wraz z rozpoczęciem nowego etapu w życiu, czeka na mnie też inna praca. Wierzę, że wszystko ułoży się po naszej myśli!
Póki co, pierwszy dzień wyleguję się w łóżku do późnej, 9 godziny i piję kawę o 9.30 a nie jak zazwyczaj o 6.30 :D. Posprzątałam całe mieszkanie, załatwiłam kilka ważnych spraw, a jest dopiero 12 ... Poprzednia praca zmusiła mnie do "szybkiego" życia, ale to dobrze. Nie jestem już klasycznymi "flakami z olejem", które się ociągają w akcji. Mam nadzieję, że dostanę jeszcze więcej energii i powera do dalszych działań.
A na zdjęciach dawno niewidziana moja twarz! Zdjęcia powstawały z naciskiem na włosy (miało być o nich), ale jakoś nie wyszło dlatego są tutaj :).
P.S. takie światło, że nie mam brwi <lol> i pierwszy raz od dawna mam na sobie makijaż!!