sobota, 29 kwietnia 2017

Drogeria Estrella - Tusz do rzęs Rimmel Extra Long Lash, Eyeliner Scandal Eyes i paleta do brwi Brow This Way

Witajcie!
Majówkowa pogoda nie dopisuje dla wyjazdów temu też spędzam ten czas na spokojnie w domu, odpoczywając od natłoku obowiązków i totalnie odcinając się od pracy.

Dziś przychodzę do Was z kolejnymi kosmetykami z Drogerii Estrella, a w przygotowaniu już kolejny post :). Dziś czas na Tusz do rzęs Rimmel Extra Long Lash,  Eyeliner Rimmel Scandal Eyes oraz paleta do brwi Rimmel Brow This Way.

Zacznijmy od tuszu. Mój numer jeden w ostatnim czasie. Obawiałam się tej szczoteczki, ale jest jak najbardziej idealna i długa na tyle, aby nie umalować wszystkiego naokoło. Głęboki czarny kolor ładnie podkreśla moje rzęsy, wydłuża je i dzięki temu są naprawdę widoczne. Nie kruszy się nawet po całym dniu, nie osypuje, nie rozmazuje się i zgrabnie się zmywa. Może delikatnie skleja rzęsy, ale po przeczesaniu jest już ok. Jak wiecie, lubię delikatne efekty, a w tym przypadku jest to właśnie taki stonowany efekt. Jak najbardziej polecam i zapewne do niego wrócę, szczególnie za cenę niecałych 10 zł! :) > Rimmel Extra Long Lash.


Eyeliner to nieco inna sprawa. Zacznijmy od nietypowej końcówki zakończonej kuleczką. Byłam trochę zaszokowana takim wykończeniem. Nic też dziwnego, że nie spodobał mi się końcowy efekty (nawet nie zrobiłam zdjęcia :P). Wolę jak kreska kończy się ostro, a nie "miękko". Poza tym na reszcie powieki rozsmarowuje się dość grubą krechą. Co prawda jest to ładnie napigmentowana, czarna krecha, ale wciąż grubas. Po całym dniu wciąż jest w pełni obecny na powiecie, ale... miałam wrażenie, że zmienił się w granatowy kolor (może kwestia wymieszania się z podkładem i pudrem?). Nie mniej jednak w tym przypadku jestem na nie. >Eyeliner Rimmel Scandal Eyes.

Jednak żeby nie było tak przykro to na deser zostawiam paletkę do brwi. Jeszcze do niedawna kompletnie nie używany przeze mnie element makijażu, do niedawna. Zrezygnowałam z regularnej henny, gdyż moje brwi zaczęły się lekko przerzedzać. Aby uniknąć wyłysienia postanowiłam odstawić przyczynę i zastąpiłam ją właśnie rożnymi paletami co brwi. Ta od Rimmela bardzo przypadła mi do gustu, szczególnie dlatego, że w zestawie mamy od razu pędzelek i grzebyczek, co zdecydowanie ułatwia mi sprawę niż szukanie ich w kosmetyczce oddzielnie. Poza tym kolor idealny dla mnie, utrzymuje się cały dzień na miejscu, nie rozmazuje się i dobrze się zmywa. Cóż, również polecam :). >  Rimmel Brow This Way


Miałyście doświadczenia z tymi kosmetykami? :)

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

FACE LINE by nail company Exclusive mask

Witajcie!
Przepadłam! Przyznaję się przepadłam w ostatnich tygodniach. Jednak musicie wierzyć mi na słowo, że miałam silne argumenty :). Na całe szczęście już wracam - a przynajmniej mam taką nadzieję.

Dziś chcę Wam zaprezentować dwie niesamowite maski od FACE LINE by nails company.
Dlaczego niesamowite? Spotkałyście się kiedyś z maskami w płacie, które nie zjeżdżają Wam z twarzy i możecie w nich robić niemal wszystko? No właśnie to mój pierwszy raz z taką maską! Zazwyczaj mam wielki problem z dobrym nałożeniem maski na twarz, a potem muszę sztywno leżeć, bo razem ze mną rusza się ona. Tutaj, dzięki zakładkom na uszy i brodę (dwa ostatnie zdjęcia - wiem, straszne :P) maska sztywno trzyma się przy skórze, a w między czasie możemy robić cokolwiek!

Ale pora na oczekiwania i efekty.
Oczywiście z pięknym opakowaniu (estetyczne i praktyczne) zapakowany jest jeden, dobrze nasączony płat maski. Zapach w obydwu przypadkach był bliżej nieokreślony, słodkawy, nie intensywny.
Oczekiwałam przede wszystkim szybkiego efektu nawilżenia - jak zawsze. Maska miała się nie mazać, nie ściekać i nie podrażniać. Czy maski sprostały moim wymaganiom?


Po aplikacji różowej wersji, anti-aging absolutnie nie spodziewałam się, że będę od razu młodsza, a zmarszczki znikną :D. Maska fajnie nawilżyła skórę pozostawiając ją miękką i odżywioną. Efektów odmładzających nie zauważyłam. Delikatny krem nie zostawiał nieprzyjemnego filtru na twarzy, a wręcz przeciwnie, nie czułam potrzeby kremowania buźki jeszcze na następny dzień.


Wersja zielona,  czyli Hyaluronic Q10 Complex, sprostał moim wszystkim wymaganiom i naprawdę poczułam ogromną ulgę po zdjęciu maski, jeszcze większą niż w przypadku różowej wersji. Skóra wręcz upiła się składnikami i miałam wrażenie, że promienieje. Jeszcze przez długi czas czułam efekty, czyli miękką i delikatną skórę, rozświetloną i zdrową.

Poniżej zdjęcia zauszników (?) dzięki którym maska idealnie dopasowuje się do twarzy, nie zjeżdża i nie ucieka. Naprawdę świetny patent!

Miałyście kiedyś doświadczenia z tymi maskami? Jeżeli nie, możecie je kupić TUTAJ za naprawdę niewielkie pieniądze! :)

wtorek, 11 kwietnia 2017

POSE - krem pod oczy

Witajcie!
Wczorajsza piękna pogoda zmotywowała mnie nieco do pracy (pomimo, że to był poniedziałek :P) i w ten sposób powstał dzisiejszy post :).

Kosmetyki marki POSE znałam do tej pory tylko z opisów i obrazków. Nie miałam okazji testować żadnego z tych kosmetyków, także jak tylko była taka możliwość pomyślałam :dlaczego nie? :) i padło na POSE krem pod oczy.
Wybór był prosty - okolice oczu potrzebują specjalnej pielęgnacji, zwykły krem do twarzy to czasem za mało. Ciągła praca przy komputerze i dużo godzin za kierownicą jednak robią swoje (mój kompleks wielkiej zmarszczki na czole własnie się pogłębia...). Oczu nie wymienimy, dlatego warto z każdej możliwej strony pomagać im w odpoczynku.



Krem od POSE to bardzo delikatna, kremowa konsystencja, zamknięta w eleganckiej i nienagannej szacie. Kosmetyk jest kompletnie bezwonny. Wręcz ekspresowa wchłania się nie powodując podrażnień, ani pieczenia przy kontakcie z okiem. Jedna mała pompka (notabene idealne rozwiązanie dla takiego kosmetyku!) to niemal wymierzona porcja do aplikacji.

Zapewne najbardziej interesują Was efekty. Nie oczekuję, że zmarszczki mi zniknął czy zredukują się do okolic 0. Ważne abym czuła ulgę po nałożeniu takiego kosmetyku. I tak jest. Autentycznie zauważyłam mniejsze wory pod oczami pomimo, że z dnia na dzień sypiam co raz gorzej. Zdecydowanie najprościej możecie zauważyć to na moich zdjęciach z instagrama: @martysia5, gdzie to co widać to niemal 0 make up'u (i tak nie używam korektora) i wypoczęte oczy, jak dawno nie były. Nie mam ani jednej suchej skórki, które do tej pory pojawiały mi się często w okolicach oczu (często mrużone oczy, tarcie zmęczonych powiek, łezki od słońca czy.... ziewania :D). Do tego dostałam (chyba) uczulenia na płyn do demakijażu oczu, a podczas stosowania kremu dolegliwości ekspresowo minęły. A rano, po wieczornej aplikacji, nie mam żadnych zlepków czy tłustych filmów w okolicach oczu.
Po raz kolejny dodam wielką zaletę kremu: bezwonny! a to naprawdę ma znaczenie dla zmęczonych oczu.

Faktycznie jest to kosmetyk luksusowy. Można ocenić go w ten sposób przede wszystkim po pięknym kartonowym opakowaniu i wykończeniu tubki,a także cenie: ok.97 zł/30 ml.

Czasem jednak trzeba się chwilę zastanowić i odpowiedzieć na pytanie: czy za 100 zł warto kupić dobry kosmetyk, który działa, a będę go używać, nie przez miesiąc, a może nawet 3 czy więcej? - moja odpowiedź brzmi - WARTO. 30 ml to naprawdę dużo, chociaż nieprzeźroczysta buteleczka nieco utrudnia nam ocenę jej zawartości.

Jednak trochę smuci mnie jeden fakt: kosmetyk de facto kupujemy w polskim sklepie: ekoskin.pl, a na opakowaniu polskich napisów brak. Na stronie sklepu możemy znaleźć wszystkie interesujące nas informacje, mimo to wychodzę z założenia, że opakowanie powinno mieć znamiona polskiego rynku, skoro na nim są oferowane:).

P.S. Rozdanie z POSE wygrała Magdalena z bloga megly.pl, mam nadzieje, że nagroda dotrze jeszcze przed Wielkanocą! :)

czwartek, 6 kwietnia 2017

Abacosun - ViViean Glyco Caviar Peeling 35%

Witajcie!
Wraz z kwietniem przytupała do na wiosna. Uwielbiam te pierwsze słoneczne promienie! Co prawda dziś pada, ale i tak te kilka dni pozwoliło mi nieco odżyć. Dziś pokazuję Wam kosmetyk, którego właściwie używać już się nie powinno, ale dlaczego... o tym później :)

Peeling z kwasami może nas nieco przerażać, ale tylko na początku. Faktycznie trzeba być ostrożnym i przestrzegać pewnych zaleceń, ale zaufajcie mi, dla efektów warto! Początkowo byłam bardzo sceptyczna i negatywnie nastawiona, raczej się bałam, jednak teraz wiem, że jak tylko będę mogła jeszcze raz podejmę kurację. Prezentuję Wam GLYCO CAVIAR PEELING 35% od ABACOSUN.

Glico Caviar Peeling to peeling AHA do twarzy z kwasem mlekowym, glikolowym i cytrynowym oraz kawiorem i aloesem. Peeling działa eksfoliacyjnie, rozjaśniająco i regenerująco. Posiada wysokie właściwości nawilżające i jest wskazany także w kuracji przeciwzmarszczkowej.Produkt przeznaczony jest do stosowania w gabinetach kosmetycznych oraz w domu przez klienta. pH 3,5.


Zacznijmy od ważnych informacji:
- peeling stosuje się jako baza przez innymi preparatami, bądź po prostu jako przedsmak dla kremu
- po zabiegu należy stosować wysokie filtry (SPF 30) oraz unikać słońca (dlatego kosmetyk stosuje się głównie zimą i jesienią, a nie piękna wiosną:))
- początkowo kuracje stosuje się raz w tygodniu po 5-6 minut, kolejne sesje 2 razy w tyg. po 8-10 minut, przez 3-8 tygodni, nie częściej niż 2-4 razy do roku




Przeciwwskazania do zabiegu Glyco Caviar Peeling 35%:
- stany zapalane, ropne, rany, zadrapania, uszkodzenia i podrażnienia skóry, uczulenie na AHA
- opryszczka, pelagra,  nowotwory, bielactwo, choroby rumieniowe i inne choroby skóry
-stosowanie  lekarstw doustnie lub miejscowo do leczenia skóry (w takim przypadku należy  skonsultować się z lekarzem prowadzącym)
- w przypadku stosowania lub w przypadku, gdy niedawno zakończono stosowanie kuracji kwasami. Gdy klient stosuje np. Retin A, Renova, Tazorac, Avita,  Accutaine, leki zawierające tretinoin (retinole).- w przypadku używania  kosmetyków lub  leków, których nie można łączyć z  AHA
- nie wolno opalać się na słońcu i w solarium podczas kuracji kwasami AHA 
- karmienie piersią - nie zaleca się stosowania żadnych kosmetyków na biust 
- ciąża – zaleca się odłożyć zabiegi lub skonsultować się  ze swoim lekarzem


Sam zabieg jest niezwykle prosty. Na oczyszczoną skórę twarzy nakładami preparat specjalną pipetką. Ma on perłowy, mieniący się kolor, delikatną, ale nie spływającą konsystencję i lekko owocowy zapach. Unikałam dziwnych miejsc, a więc stosowałam go na strefę T + policzki i broda.
Pierwszy zabieg był straszny! Po 3 minutach zmyłam kosmetyk i czułam ogromne palenie! 4 razy zakładałam krem nawilżający i dopiero po ok. 45 minutach zeszło zaczerwienienie.
Każdy kolejny zabieg (zrobiłam ich w sumie 5) był już tylko formalnością :).

EFEKTY:
- skóra stała się bardziej rozświetlona, co widać szczególnie po okresie zimowym,
- zdecydowanie bardziej odczułam nawilżenie
- z twarzy znikły wszelkie pozostałości po niedoskonałościach, a i nawet te, które czułam, że już powoli się wykluwają poszły w niepamięć :)


niedziela, 2 kwietnia 2017

Bispol canlde

Witajcie!
Moja ostatnia nieobecność była spowodowana wizytą w naszej Stolicy w celach służbowych. Właściwie tak intensywnych dni dawno nie miałam - zapomniałam się nawet wyspać :P. Na szczęście cała i zdrowa wróciłam, odespałam i powracam do świata żywych. 

Z produktami od firmy BISPOL (facebook) miałam już do czynienia wcześniej, szczególnie w wersji podgrzewaczy. I powiem tak, nie ma reguły, jedne pachną intensywnie a inne po zapaleniu zamieniają się w bezzapachowe. Dziś przedstawię Wam 3 rodzaje podgrzewaczy oraz jedną świecę. Ciekawi jesteście opinii? :)


Na pierwszy ogień (dosłownie!) poszły owoce leśne (FOREST FRUITS). W opakowaniu robią szał i pachną chyba najintensywniej ze wszystkich. Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, kiedy po zapaleniu nie było w ogóle czuć tego fajnego, owocowego zapachu... Nieco się rozczarowałam.

Po pierwszej przygodzie nie spodziewałam się też wiele od pomarańczy (ORANGE), która już w paczuszku nieśmiało pachniała. No właśnie, tu pojawił się szok. Ta pomarańcz daje czadu i jest naprawdę przyjemna i intensywna! Pachnie dokładnie tak jak skórka pomarańczy położona na kaloryferze :).

Ostatnie podgrzewacze najmniej były wyczuwalne w opakowaniu. zapach ADRENALINE kojarzył się z delikatną świeżością, może coś w deseń męskich perfum. Podczas palenia zero zapachu... a myślałam, że idąc tropem - im w opakowaniu mniej tym w paleniu więcej będzie lepiej. No niestety... nie było.

Na podsumowanie duża świeca. Takie świeczki palą się u mnie naprawdę długo. Nawet bez zapachu lubię ich klimat, szczególnie zimą, czy jesienią. Co prawda przyszła wiosna, ale zapach wanilii jest lubiany u mnie przez cały rok. Szkoda tylko, że jest tak słabo wyczuwalny. Podczas palenia naprawdę nieśmiało można go wyczuć, jednak spodziewałam się konkretnego zapachu. Zapewne i tak wypalę ją w deszczowe popołudnia :).

wtorek, 28 marca 2017

Kosmetyki z Miodowej Mydlarni - podlaskie pasieki

Witajcie!
Może wiecie, a może i nie, że za samym miodem nie przepadam - to nie mój smak, nie mój klimat (oczywiście nasze regionalne mrowisko uwielbiam... :D cóż za sprzeczności :D). Dziś jednak przedstawię Wam coś, co poniekąd jest związane z miodem, ale zapachu nie.


Wszystko zaczęło się od miodu...
Na Miodową Mydlarnię trafiłam dopiero podczas organizacji Marcowego Spotkania Blogerek w Białymstoku - aż dziwne, że tak cudowna produkcja działa się niedaleko mnie! Podczas mojej wizyty w Miodowej Mydlarni od wejścia poczułam pasję i rodzinną atmosferę w tworzeniu pięknych (i pięknie pachnących) kosmetyków, którą tworzy Pan Marek wraz z Małżonką i z wielkim zaangażowaniem opowiadali mi historię Miodowej Mydlarni. Osobiście podziwiam ludzi z taką pasją i chęcią twórczą! Wszystkie elementy kosmetyków - od składu po opakowania są idealnie skomponowane. Zaskakujące jest też to, że WSZYSTKIE składniki kosmetyków wychodzących spod rąk Miodowej Mydlarni są naturalne (np. miód, pyłek pszczeli, oleje).

Kto w ulu daje buziaki....
Przejdźmy do samych kosmetyków. W moje ręce wpadły dwa urocze słoiczki. Pierwszy to masło do ciała o całuśnej nazwie BUZIACZEK w kolorze uroczego różu. Masło ma piankową, delikatną konsystencję, która pod wpływem temperatury ciała niezwykle szybko się roztapia, co pozwala na idealne rozprowadzenie kosmetyku po skórze bez niepotrzebnego tarcia, a dodatkowo szybko się wchłania pozostawiając skórę miękką i gładką w dotyku na długi czas. 
Zapach jest trudny do opisania - po różowym kolorze spodziewałabym się słodkiej maliny, czy innego cukru, jednak tutaj przeważa owocowa świeżość, kwiatowy aromat i coś, co mimo wszystko sprawia, że masło nas otula, a nie chłodzi. Ten przyjemny zapach jeszcze przez jakiś czas dopieszcza nasze zmysły..

Zaskakujący składmasło shea, olej kokosowy, olej ze słodkich migdałów, oliwa z oliwek, wosk pszczeli, masło z mango, masło kakaowe, tapioka, olejek zapachowy, witamina E, mika (barwnik mineralny)

Cena: 29 zł/65g

Nie tylko na słodko...
Kolejnym kosmetykiem, który miałam przyjemność testować jest REGENERUJĄCY PEELING DO CIAŁA. Zarówno kolor jak i zapach zdecydowanie odbiega od poprzednika. Tutaj szaleją typowo świeże i orzeźwiające nuty: trawa cytrynowa, mięta, cytryna. Peeling należy do grupy cukrowych - a co za tym idzie nie zapycha nam wanny! (wiecie, że niektóre drobinki w peelingach nie rozpuszczają się i zalegają w naszych rurach? - horror!) a co tego rozpuszczając się na ciele w kontakcie z wodą peeling powoli traci na swej intensywności pomagając lepiej wsmarować zawarte w nim oleje. To takie 2w1, gdzie na mokre ciało aplikujemy odrobinę kosmetyku, a po masażu mamy od razu nawilżone ciało, bez konieczności dodatkowej aplikacji balsamu.
Warto robić taki peeling po kąpieli, aby później mydlinami i ciepłą wodą nie zmywać olejów. Po prostu resztki peelingu delikatnie zdjąć z ciała ręcznikiem.
Musicie mi zaufać - skóra jest milion razy bardziej gładka niż po niejednym zabiegu w salonie SPA!

Czy skład nie szokuje?: cukier, makuch dyniowy, olej z pestek winogron, olej z konopi siewnej, oliwa z oliwek, olej z awokado, wosk pszczeli, masło shea, olejki eteryczne: cytrynowy, trawy cytrynowej, mięty pieprzowej, konserwant

Cena: 34 zł/200g

Gdzie pszczółki pracują?
Jak na razie z oferty Miodowej Mydlarni możecie skorzystać tylko drogą internetową, bądź stacjonarnie w Białymstoku tylko po wcześniejszym umówieni się. Znajdziecie tam szereg rozmaitych kosmetyków, tworzonych z równie wielką starannością, jak te, które Wam przedstawiłam. Oczywiście królują mydła, ale także maseczki do twarzy, pudry do kąpieli, sole do kąpieli, balsamy do ust i dłoni. A już niedługo ma powstać stacjonarny sklep, gdzie mam nadzieję uda mi się Was zabrać w relacji na blogu!

niedziela, 26 marca 2017

anaphase - DUCRAY - szampon stymulujący

Witajcie!
Nadszedł ten dzień, kiedy dostałam weny, a więc chcę Wam przedstawić szampon do włosów osłabionych i wypadających. Ręka w górę, kto nie cierpi z tego powodu?
Owy kosmetyk to prezent od DUCRAY, miałam okazję już go kiedyś testować, w formie małej tubki z próbką. Jednak co pełen wymiar to nie próbka :).
Zapraszam do zapoznania się z moją opinią.

Szampon zamknięty jest w elastyczną tubkę, zamykana na klasyczny "klik", co nie sprawia żadnych problemów przy aplikacji kosmetyku, a przy okazji ma na czym stabilni stać. Konsystencja jest lekko wodnista, dzięki czemu nie czuję potrzeby, aby rozcieńczać go z wodą. Poza tym szampon jest bardzo wydajny. Zapach jest bardzo zbliżony do zapachy Babydream z rossmana.

Ten szampon używam tylko na skórę głowy, niewielką ilość delikatnie opuszkami palców wmasowuję w głowę, a pozostałą pianę przeciągam po długości. Poza tym, długość traktuję innym szamponem, a później odzywką. Kosmetyk dobrze się pieni i łatwo spłukuje. Czuć, że włosy są świeże i oczyszczone. Do tego podczas pierwszych aplikacji fryzura stanowczo utrzymywała świeżość dłużej. 
Lekkie schody pojawiły się po ok. 2 tyg. regularnego stosowania - skóra głowy po prostu się przesuszyła, co spowodowało swędzenie i skrócenie świeżości u nasady głowy. W ostatnim czasie kompletnie zapomniałam o nawilżaniu skóry głowy. Wtedy też wprowadziłam do pielęgnacji olejowanie przed każdym myciem i wszystko wróciło do normy.
Jeżeli chodzi o fakt stymulacji wzrostu włosa, to dałabym 3/5. Na długości nie zauważyłam znaczącej zmiany. Może potrzeba więcej czasu.Włosów wypada trochę mniej, ale bez większej różnicy. Jednak ewidentnie widzę, że pojawiły się bardziej widoczne baby hair, które wiadomo jest ciężko ujarzmić. Poza tym włosy są miękkie i delikatnie w dotyku.

Cena: ok. 40 zł/200 ml



Czy mieliście styczność z kosmetykami firmy DUCRAY? Jak Wasze wrażenia? :)

środa, 22 marca 2017

instagram mix - @martysia5

Hej!
Jak wiecie od jakiegoś pół roku wróciłam na instagrama! Dzieje się na dzieje :).
To własnie tam informuję Was o nowych postach i ba bieżąco o tym co się u mnie wydarzyło, a obiecuję Wam, że będzie się działo ;).


Poza tym, przypominam Wam także o rozdaniu! :) -> KLIK


1. Tłusty czwartek i mój pączek z kawą!
2. Miesiąc po zaręczynach <3
3. Piękne, błyszczące, niebieskie!
4. Pierwsze zdjęcie na instagramie po długiej przerwie.

1. Pierwsze, słoneczne tulipany.
2. Imieninowe
3. Czas na kawę! Niczym kalambury.
4. #noshape !

1. randomowe zdjęcie z czeluści dysku
2. tulipany zostały zastąpione goździkami!
3. Nasze 3 lata razem <3
4. W pracy dzieci się nie nudzą! ;)

Zachęcam Was do obserwowania mnie na instagramie @martysia5, abyście już zawsze byli na bieżąco ;)

poniedziałek, 20 marca 2017

Rozdanie z POSE!

Witajcie Kochani!
Dziś pierwszy dzień astronomicznej wiosny, jutro kalendarzowej, także nic dziwnego, że przychodzę do Was z rozdaniem! To już chyba taka mała tradycja, bo chyba po raz 3 organizuję rozdanie właśnie z tej okazji ;).

Jednak tym razem nagroda jest warta świeczki, a zasady banalnie proste! Jednak zanim powiem, o warunkach, opowiem Wam o kosmetyku, który możecie wygrać!


- koi, równoważy i relaksuje skórę dzięki wyciągowi z aloesu,
- redukuje podrażnienia oraz wysypki,
- zwalcza nadwrażliwość, stany zapalne i alergiczne,
- zmniejsza obrzęki skóry,
- wzmacnia naczynia krwionośne poprzez flawonoidy oraz elementy lipofilne,
- zapewnia odpowiedni poziom nawilżenia skóry,
- ogranicza rozpad kolagenu, ochrania komórki oraz działa antyoksydacyjnie dzięki ekstraktowi z zielonej herbaty,
- stymuluje syntezę kolagenu dzięki ekstraktowi z alg,
- uzupełnia obniżony poziom ceramidów oraz hamuje powstawanie zmarszczek dzięki ekstraktowi z konopi.

Zasady są jakże proste! Pierwszy punkt jest obowiązkowy ( 1 los) każdy kolejny dodatkowy (spełnienie 1 warunku +1 punkt)
1. Obowiązkowo polubić Fun Page'a organizatora - KLIK
Dodatkowo
2. Obserwowanie mojego bloga - widget z lewej strony.
3. Obserwowanie na instagramie - @martysia5
4. Dodanie informacji o rozdaniu w blogrollu (1 lub 3 zdjęcie, link +tytuł "Rozdanie u maartysia")
5. Jeżeli obserwowałaś/eś mojego bloga wcześniej +1 los! :)

Podsumowując - można zyskać aż 5 szans na zdobycie nagrody :).

Aby zgłosić się do rozdania należy wypełnić 

Na Wasze zgłoszenia czekam do 12 kwietnia 2017, do godz. 12.00, tak aby nagrodę wysłać przed Wielkanocą :).
W zgłoszeniu koniecznie podajcie swój adres email, abym bezproblemowo mogła się skontaktować ze zwycięzcą. 

Regulamin:
1. Sponsorem nagrody jest firma POSE.
2. Organizatorem jestem ja - maartysia.
3. Losowanie 1 zwycięzcy odbędzie się 12 kwietnia 2017 ok. godziny 14.00.
4. Termin może ulec zmianie (wydłużyć się) jeżeli nie zgłosi się min. 15 osób.
5. Nagrodę wysyłam we własnym zakresie, na adres podany przez zwycięzcę na 24 h po otrzymaniu adresu..
6. Zastrzegam sobie prawo do zmiany zapisów w owym regulaminie.
7. Zliczane będą tylko zgłoszenia przesłane przez formularz google.

niedziela, 19 marca 2017

Yankee Candle - ALOE WATER

Palma kanaryjska i woda aloesowa? Brzy niczym wakacyjna kompozycja - idealna, szczególnie, że potrzebuję wypoczynku jak nigdy! Pomimo deszczu, czy ponurej pogody chętnie wzięłabym kilka dni wolnego, nawet tylko po to, aby spokojnie napić się herbaty, bez pośpiechu, bez telefonów i bez zbędnego gadania...
Aloes to źródło zdrowia i ulgi - działa kojąco i używany jest przy leczeniu niegojący się ran. Dla mnie to właśnie synonim świeżości, ukojenia i nawilżenia. Jeżeli przejrzycie sobie zastosowanie aloesu i jego zalety, okazuje się, że to naprawdę idealna roślina, warta hodowli i zwrócenia uwagi. Często jest wykorzystywana także w kosmetykach, jako element nawilżający!

Czy w formie wosku sprawdza się podobnie, czyli kojąco i odsresowująco? Dziś odpowiadam na to pytanie:
Niestety, czasem zbyt wielkie nadzieję wiąże z woskami, które później okazują się po prostu rozczarowaniem. Spodziewałam się tak wielkiej świeżości... W opakowaniu pachniał podobnie do FLUFFY TOWELS, czyli jakby trochę proszkowo, ale świeżo. Jednak podczas palenia.... kompletnie go nie czuć. To było ogromne rozczarowanie! Chyba jeszcze nigdy nie trafił mi się wosk, który nie miał żadnego zapachu! O ile Dawid wyczuwa coś co go gryzie, tak ja nie czuję nic, kompletnie! Jest tak słabo wyczuwalny, że bardziej czuję kwitnącego hiacynta z drugiego końca pokoju niż wosk z kominka pod nosem....
Dałam mu drugą i trzecią szansę... dodałam więcej wosku, zero reakcji. Moje wielkie rozczarowanie...
Wszystkie opisywane przede mnie woski zakupuję na stronie goodies.pl, a ten konkretny znajdziecie TUTAJ.

środa, 15 marca 2017

Drogeria Estrella - podkład Rimmel Fresh Skin i BB Cream

Witajcie!
W końcu czuć konkretny powiew wiosny! Co prawda rano kropi delikatny deszczyk, ale w ciągu dnia nieco się rozpogadza i mogę spokojnie powiedzieć, że dodaje mi energii :).

Dziś przychodzę do Was z przyjemnym postem o nowościach nie tylko w mojej kosmetyczce, ale i na rynku!
Wszystkie testowane kosmetyki są prezentem od Drogerii Estrella! Dziś przedstawię Wam dwa z nich!
Na pierwszy ogień oczywiście podkład Rimmel Fresh Skin, totalna nowość. Pierwszy raz obchodzę się z podkładem zamkniętym w słoiczku, także był to też test dla mojego nowego pędzla do podkładu. Naprawdę niewielką ilością kosmetyku pokrywam całą twarz, szyję i dekolt. Rozprowadza się gładko, nie pozostawiając efektów pędzla na twarzy, a do tego kolor nie jest sztuczny czy porcelanowy. Do zalet należy także zapach - naprawdę fresh :). Mi przytrafił się odcień 100 IVORY , który obecnie jest nieco przyciemny jak dla mnie, ale na nieco opaloną skórę będzie idealny :). Nie zauważyłam, aby zapychał.
25 ml wydaje się być bardzo wydajne.
Niestety, kosmetyk ma też swoje wady. O ile odcień mogę zniwelować pomieszaniem z jaśniejszym, a nakładanie pędzlem to kwestia wprawy to podkład się roluje i wtedy mocno widać jego obecność (nierówność) na skórze już po ok. 3 godzinach. Po całym dniu wygląda naprawdę nieestetycznie, a puder tylko pogarsza sprawę.

Cena: 21,99 zł



Drugi, kosmetyk to dla odmiany Rimmel BB Crem w odcieniu kompletnego Light- czyli idealnego dla mnie. Zimą jestem blada jak córka piekarza, a dzięki temu kosmetykowi nabieram nieco koloru. Co prawda nie kryje on jakoś idealnie (tak jak to kremy BB), ale właśnie takie lekkie konsystencje bardziej do mnie przemawiają.  Dodatkowo sprawdzi się też w skórze delikatnie muśniętej słońcem, bo ma w sobie delikatne, rozświetlające drobinki, naprawdę słabo zauważalne po nałożeniu na twarz. Jedni lubią, drudzy nie, ja jestem pomiędzy :). Drobinki nie tylko będą podkreślać opaleniznę, ale też rozświetlać skórę twarzy sprawiając wrażenie wypoczętej i zdrowej ceny. Do tego, dzięki odpowiedniej konsystencji, krem bardzo dobrze rozprowadza się po skórze, nadając delikatny matowy efekt, więc puder nie jest potrzebny tak szybko.
Jeżeli wierzycie w obietnice "24H" to nie wierzcie, nie jest źle, ale która z nas potrzebuje 24 godzinnego podkładu? I tak po ok. 8 -10 godzinach trzeba go zmyć :).
Cena jest jak najbardziej zachęcająca. 

Cena: 10,95 zł

Na resztę testowanych kosmetyków musicie jeszcze poczekać, ale powiem Wam, lekko zsadzając rąbka tajemnicy, że warto :). Jesteście ciekawi? :)