Pokazywanie postów oznaczonych etykietą erasmus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą erasmus. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 lipca 2014

Ostatnie portugalskie westchnienie

Były posty z zimnej (zimowej :P) plaży, później były zachody słońca na plaży, także czas na słonecznie gorącą plażę.
Pierwszą wizytę na słońcu zaliczyliśmy już na początku marca :D. Ludzie dziwnie na nas spoglądali: Marzec? A oni w strojach?! SZOK!
Później dłuuuugo było zimno i mokro. Ponoć tegoroczna wiosna/początek lata są najbrzydsze z ostatnich lat. Jednak mimo wszystko zdarzyło się nam złapać kilka ciepłych dni. Już pod koniec pobytu plaże były pełne, wręcz przepełnione!


Oczywiście podczas pobytu mojej przyjaciółki musiałam ją zabrać na plaże już pierwszego dnia. Wychodząc z domu było zimno (pokusiłabym się nawet na bluzę), a po drodze nad ocean już było gorąco i żałowaliśmy, że nie mamy ze sobą strojów.

W krótkim podsumowaniu warto też powiedzieć o ilości kilometrów, które pokonaliśmy spacerując. Zarówno na początku jak i pod koniec pobytu ciągle chodziliśmy bez mapy i dziwnymi drogami. Raz doszliśmy na most, najbliżej oceanu, który nie raz widzieliśmy od spodu, a tym razem znaleźliśmy się na górze.
I oczywiście jakby mogło zabraknąć SNEJKA. W Portugalii hucznie świętuje się na Świętego Jana (Sao Jao). W związku z tym na największym rondzie w mieście (niedaleko mojego miejsca zamieszkania) było wesołe miasteczko. Wraz z D. poszliśmy poszaleć (choć szału nie było) i w efekcie D. upolował mi Snejka. Zabawa była przednia, również przy pakowaniu 2-metrowej zabawki w walizki haha :D. (Tak, dziś Snejk śpi ze mną :D)
Poza tym w Porto (szczególnie nad oceanem - tu zdjęcie z miejsca gdzie rzeka Douro wpada do Atlantyku) bardzo mocno wiało. Zdjęć z rozwianymi włosami mam miliony. W takich sytuacjach, jak ta na zdjęciu poniżej, czułam się najbardziej fotogeniczna :D.

sobota, 19 lipca 2014

Portugalskie wspomienia

To już chyba przedostatni "oficjalny" post ze wspomnieniami z Portugalii.
Do oceanu mieliśmy około 4,5-5 km. Póki było przeciętnie ciepło na plażę i z plaży chodziliśmy piechotą. Podczas gdy zaczęły się nieco wyższe temperatury niemal zmuszeni byliśmy skorzystać z autobusu lub metra, gdyż taka droga była katorgą. Mimo tej odległości nie omieszkaliśmy nie raz przeżyć przepiękny zachód słońca na plaży. Niezwykle romantyczna atmosfera, dla dwojga zakochanych idealne miejsce <3.
Również podczas wizyty mojej przyjaciółki udaliśmy się na zachód.





czwartek, 10 lipca 2014

Home sweet home!

W końcu w domu!
Po wielkich, 4,5 miesięcznych "wojażach", czas zawitać w domku. Gdy stąd wyjeżdżałam było zimno, a wróciłam w zielone miejsce, jakby nie patrzeć najpiękniejsze miejsce na ziemi <3.

Czas też chyba na szybkie podsumowanie wielkiej, portugalskiej ekspedycji.
Przed wyjazdem poprzednicy mówili "z Erasmusa wrócisz jako inny człowiek". Czy ja wiem? Poza tym, że przychorowałam to nic się nie zmieniło we mnie. W moim życiu osobistym - owszem i to wiele, ale to chyba nie bezpośrednia zasługa Erasmusa. Mam tu na myśli obecność pewnego mężczyzny w moim życiu, którego znałam już przed wyjazdem. Dzięki niemu ten wyjazd ogłaszam najwspanialszymi wakacjami życia! Zdarzało mi się tęsknić za domem, za rodzicami, ubolewałam jak źle się czułam, jak nie poszły mi za pierwszym razem 3/4 egzaminy :D. Jednak jego osoba pomagała mi w chwilach słabości, no i dawała jeszcze coś więcej <3.
Poza tym, dużo zobaczyłam, dużo nowego się dowiedziałam (zarówno nowej wiedzy uczelnianej jak i tej z samego życia i kultury Portugalczyków), kilka razy zeszła ze mnie skóra, poimprezowałam, wypiłam dużo różnego wina, nauczyłam się gotować zupy (hahaha! :D)...
Co do samej erasmusowej organizacji. Pieniędzy, które dała mi uczelnia (350 E miesięcznie) wystarczyło spokojnie, żyjąc zwyczajnym trybem, a nawet szalejąc (wycieczki, imprezy). Z uczelnią nie było problemów jeżeli chodzi o kontakt, nieco gorzej wspominam egzaminy, które niekiedy były z kosmosu (choć i tak w efekcie wykładowcy pomagali ;)), a tam gdzie był prezentacje (projekty) nie zawsze potrafili określić swoje wymagania i wciąż czegoś nowego oczekiwali. Jednak wszystko dało się zaliczyć (chyba nie mam żadnej 5 :D haha! i boję się patrzeć na średnią :D).
Każdemu polecam skorzystanie z przywileju studenckiego jakim jest możliwość uczestniczenia w Erasmusie. Wspaniałe doświadczenie, możliwość oderwania się od rzeczywistości na jakiś czas. Póki jest się młodym trzeba korzystać ;).




środa, 18 czerwca 2014

Erasmus expedition

Miałam pisać regularnie... no i jakoś nie wyszło :P. Cieszę się każdą chwilą w Portugalii. Został mi ostatni, nawet nie cały, miesiąc słonecznej sielanki, dlatego korzystam z tego dobrodziejstwa na maksa.
W związku z tym, że nie pisałam regularnie mam dużo do pokazania i wiele informacji mi także umknęło... :(. Wrzucam Wam zdjęcia z miejsc, które miałam okazję odwiedzić.

Lizbona. Lizbonę odwiedziliśmy na własną rękę. W związku z tym, że planowaliśmy wyjazd dużo czasu wcześniej to udało nam się kupić bilety samolotowe za 9,99 E w jedną stronę, wyszło to zdecydowanie taniej niż pociągiem (25 E) czy autobusem (30 E). Nocleg znaleźliśmy na booking.com, wyszło to 12 E /noc/osoba w pokoju z łazienką, w centrum, niemal nad samą rzeką Tag. Zwiedzaliśmy wszystko z mapą w ręku. Odwiedziliśmy miliony kościołów, punktów widokowych, a także Oceanarium, muzea, klasztory ... 5 dni (4noce) to wystarczająco na intensywne zwiedzanie :).

Braga. Do Bragi pojechaliśmy na wycieczkę zorganizowaną przez IESN, czyli biuro erasmusa w Porto. Jednodniowa wycieczka kosztowała ok. 15-20 E. Odwiedziliśmy samą Bragę i kościół z milionem (tysiącem?) schodów, zamek i coś tam jeszcze, czego niestety nazw nie pamiętam :(. Na zdjęciach widać moją radość, gdyż odbyła się zaraz po moim przyjeździe z Polski.

Tomar i Fatima. Do Tomar i Fatimy pojechaliśmy również z IESN. Poza tymi dwoma miastami odwiedziliśmy też (jakąś) grotę z ładnymi podświetleniami. Odwiedziliśmy też (jakiś) zamek i dużo innych miejsc. Wycieczka kosztowała też około 15-20 E.

Galicja i Santiago (Hiszpania ;-)). Tutaj pojechaliśmy z takim Panem, Portugalczykiem, który sam organizuje wyjazdy. Całodniowy wyjazd do Hiszpanii kosztował nas szalone 15 E. Największą atrakcją było przede wszystko zobaczenie (w końcu :-)) na własne oczy Santiago de Compostela.

piątek, 25 kwietnia 2014

3D Art Gallery

Znajomi z pierwszego mieszkania przekazali nam informacje o tym, że niedaleko rzeki znajduje się wystawa obrazów 3D. Najpierw oglądaliśmy ich zdjęcia, później udaliśmy się po swoje :D. Wystawa stała do końca marca, także zaraz po moim powrocie z Polski całą ekipą tam poszliśmy.
Cena za wejście to 6 Euro. Ni to dużo ni to mało. Jeżeli wszystko przelicza się na złotówki, to rzeczywiście 24-27 zł to dużo, jednak gdy 6 Euro = 6 zł to już inaczej się na to patrzy :D.

Mam nadzieję, że D. nie zobaczy tych zdjęć. Po pierwsze za różowe serduszko :D a po drugie... po prostu sam fakt, że tu "jako tako" jest :D.








środa, 16 kwietnia 2014

Co robiłam jak mnie nie było ...

Przepadam na dość długo! oho! nie dobrze :P
Ale już szybciutko nadrabiam, wraz z małą fotorelacją.
Zacznijmy od tego, że bardzo dużo spacerujemy. Dziennie udaje się nam zrobić 12 albo i więcej kilometrów. Nic też dziwnego, że porwały mi się trampki i mam odciski od najwygodniejszych, do tej pory, sandałków :D oraz porwałam baleriny. Nie mamy stałej trasy. Idziemy tam, gdzie poniosą nas nogi, często nie wiemy nawet gdzie jesteśmy (bo po co brać ze sobą mapę? :D). Ważne, że jesteśmy razem :).

Zdarzają się nam także leniwe dni, takie jak dzisiejszy, gdzie, mimo ładnej pogody, leże zanurzona w przestrzeni internetu, pisząc eseje :(.

Pierwszy spacer razem. Poszliśmy totalnie bez celu, wzdłuż nieznanej drogi. Oczywiście wylądowaliśmy nad rzeką (skąd mniej więcej wiedziałam jak wrócić do domu :D). Było zimno, może też temu, że na swego rodzaju molo (betonowy most wysunięty w ocean) spotkała nas fala i obydwoje byliśmy przemoczeni :D. Rzeka w Porto jest tym miejscem, które koniecznie trzeba odwiedzić. Ribeira, czyli ta dzielnica, jest często nazywana portugalską Wenecją. Właściwie coś w tym jest :).


Kolejny spacer, podobną trasą. Właściwie był to powrót z pewnego miejsca, o którym w innym wpisie ;). Tu już było zdecydowanie cieplej, pewnie dlatego, że byłam ubrana nieco cieplej :D. Oczywiście rzeka :). Wracając pokazywałam ciekawe miejsca, które do tej pory udało mi się poznać w Porto. Między innymi jakąś bazylikę (jaką? nie słuchałam przewodnika :P), gdzie z jej placu jest 4 zdjęcie.



Mecz FC Porto vs Sevilla. Oczywiście FC Porto wygrało ;D.
Ocean, bo jakby mogło go zabraknąć? Było dość chłodno, a wiatr podwiewał mi ciągle spódnicę :D. 4 zdjęcie jest z zamku, który znajduje się nad brzegiem oceanu. Właściwie szału nie robi, ale warto odwiedzić takie miejsce, choćby dla samych widoków oceanu. Pamiętam, że droga powrotna z tego spaceru była długa, bo się zgubiliśmy, a tak naprawdę krążyliśmy wciąż koło domu. 5 zdjęcie jest już z innej wyprawy nad ocean, w celu opalania się (było cieplej!) i to właśnie wtedy moje niezawodne sandałki narobiły mi strasznych obtarć :(.




I dwa przypadkowe zdjęcia. Kawa i ciastko w centrum miasta (plac Aliados). Co z tego, że padało? Kawę trzeba było wypić na dworze!

sobota, 5 kwietnia 2014

Najszczęśliwsza

Najwyższa pora, po tylu dniach, nieobecności, dać znak życia :). Mam nadzieję, że mnie pamiętacie jeszcze troszkę :P.
Ostatni post z Polski... oho! Kiedy to było?
Od dwóch tygodni jestem z powrotem w Porto. Wymiana studencka trwa w najlepsze. Na uczelni spędzamy dosłownie drobne godziny, gdzie większość z nich to krótkie pogawędki, czy jakieś zabawy. Czeka nas co jedynie napisanie kilku "fajnych" esejów w języku angielskim, po 20 stron... ale jak nie my to kto? :D

Cóż, jak widać nie z powodu uczelni przepadłam na tyle dni. Swoje wytłumaczenie zacznę trochę sentymentalnie. Do tej pory myślałam, że jestem szczęśliwa. Przede wszystkim świadczyło o tym, że byłam zdrowa, miałam kochającą rodzinę, wspaniałych przyjaciół, niczego mi nie brakowało. To co miałam mam do dzisiaj. Zdrowie, jako tako, ale dopisuje, nie umieram w każdym bądź razie. Rodzina, dalej mogę na niej polegać mimo, że jest tyle kilometrów ode mnie, tęsknię. Przyjaciele, mimo pewnej selekcji, bo jak wiadomo, jak nie ma kontaktu rzeczywistego, to ludzie zapominają o Tobie..., wciąż są, właśnie Ci najważniejsi i jak się okazuje potem, najdrożsi. Wciąż mi niczego nie brakuje, mam to na co mam ochotę, nie narzekam. Jednak patrząc teraz, z perspektywy kilku niespodziewanych zmian, wiem, że brakowało mi czegoś, a właściwie kogoś. I niech mówią co chcą, że przecież we wcześniejszych związkach też byłam szczęśliwa, ale teraz to nie to samo. To trochę inny rodzaj szczęścia.
Nic też dziwnego, że do Polski leciałam przez Londyn. Tam był ON, nie widzieliśmy się wtedy przez około 2 miesiące i zamiast o sobie zapomnieć to uczucie tęsknoty narastało coraz bardziej. Ba! nic też bardziej dziwnego, że postanowiliśmy być razem, a po 10 dniach już RAZEM wrócić do Porto. Jestem szczęśliwa. Zarówno z powodu, że jestem młoda i cieszę się pięknym okresem w moim życiu - erasmus, jak i z tego (choć może przede wszystkim dlatego?), że mam przy sobie kogoś ważnego. Niezaspokojona ciekawość czytelników powinna skończyć się w tym momencie i nie odpowiem na żadne więcej pytanie związane z tym tematem :).
Cały czas spędzamy razem. Długie spacery we dwoje, długie rozmowy, wspólne gotowanie, bieganie, oglądanie filmów, imprezowanie. Bawimy się w najlepsze, ale najważniejsze, że razem i dla siebie <3.

Obecnie w Porto leje, choć było kilka cieplejszych dni. Jednak nie tak ciepłych jak sprzed mojego wyjazdu do Polski, gdzie śmigaliśmy nad ocean opalać się :D. Ostatnio był grad, dziś znowu cały dzień deszcz. Synoptycy prognozują jednak poprawę pogody, a co za tym idzie pisanie esejów pójdzie na bok, a plaża wygra :D.

Nie obiecuję, jednak postaram się w najbliższych notkach pokazać to, co robiliśmy w minionych dniach :).

poniedziałek, 17 marca 2014

Chwilowo Polandowo!

Obecnie przebywam w Polsce... wszystko ze wzlęgu na kolejny, już po raz trzeci, zabieg chirurgicznego usuwania ósemki :(. Tak, to właśnie jutro. Mam nadzieję, że obejdzie się bez bólu i większych komplikacji, gdzyż już na sobotę mam wykupiony bilet powrotny.
Tylko jedno pytanie - dlaczego przez Londyn?:)
Dużo zmian ostatnio nastapiło w moim życiu, a ostatnimi dnami jedna znacząca - zmiana statusu związku. I uprzedzam wszystkie pytania i chore insynuacje - nie! nie wróciłam do byłego. To ktoś zupełnie nowy i zupełnie inny <3. Nie wnikajmy w szczegóły. Ważne, że jestem szczęśliwa <3.

Pobyt w Polsce wykorzystuję co do minuty. Załatwianie waznych spraw przeplatam zakupami, spotkaniami ze znajomymi, odwiedzinami rodziny, wizytami u dentysty i imprezami. Intensywnie. Ale już niedługo, czyli w sobotę, wracam do Portugalii znów cieszyć się gorącym słońcem i doświadczać nowych doznań.

Nie wiem dlaczego blogger przekręca mi zdjecia.... ;/


W dzień wylotu. Tepmeratura ponad  stopnii. Przed wyjściem nad ocean.
Pakowanie. Wszystko dopięte na ostatni guzik!

Autobus na lotnisko: 4.07, a tam? Ktoś się zmęczył.

Lotnisko w Porto i długie oczekiwanie na mój samolot do Londynu.

Lot we wschodzie słońca, połączony z milionem emocji i oczekiwań na wielkie spotkanie w Londynie <3.

Pierwsze spotkanie z Pauliną i konsumpcja mojego ulubionego sushi!

W Polsce zimno :(, także strasznie zmarzłam!

I takie poranki! To odpowiedź na słońce, które budzi mnie w Porto każdego dnia.

Popołudnia z moim Maluchem <3! Tęsknimy! :*


I szybki skok na miasto.