środa, 18 lutego 2015

Historia migrujących 15 kilogramów

Zaczęło się tak... (kontynuacja postu z 30 października 2014 - KLIK)
mając 12 lat poczułam wielki ból węzłów chłonnych, każdych. Wszystkie był powiększone. Po milionie wizyt u różnych lekarzy, godzinach badań, stosach różnorakich wyników nic nie zdiagnozowano. Wykluczono choroby odzwierzęce i różne inne. Po niecałym roku węzły uspokoiły się.
Ale...
Byłam zwykłym dzieckiem, o normalnej budowie ciała, które troszkę szybko urosło w rok, a później już tak zostało (do dziś :(). Do sedna -

Zdjęcia - sierpień 2014 i styczeń 2015

Jednym z odwiedzanych lekarzy był ginekolog. Gadka szmatka, skoro już miesiączkuję (od 10 roku życia) i jest średnio z regularnością dajmy coś ziołowego. Śmiem twierdzić, że to był pierwszy gwóźdź do przysłowiowej trumny. Byłam przecież dzieciaczkiem, okres sam by się uregulował z czasem, ale któż to mój wiedzieć 13 lat temu! Ziołowe tabletki zostały zastąpione kolejnymi, kolejnymi.... aż spuchłam jak bulwa. Mając 13 lat, 155 cm wzrostu ważyłam grubo ponad 65 kg.
Przypadkowo trafiłam do jednego lekarza, właściwie nie na wizytę nawet, a na konsultację. Zasugerował spróbować odstawić wszystko. Przecież jestem młoda i antykoncepcja mi nie potrzebna. To była sucha sugestia, bez badań, bo i to wizyta nie była. Ale wzięłam to do głowy, Odstawiłam. I co? Schudłam do 50 kg bez specjalnej diety i ćwiczeń.
Waga trzymała się trochę ponad rok. Po tym czasie okres trwał 3 miesiące, a 3 dni nie było. Do tego częste krwawienie z nosa. Alarm - Anemia. Na szczęście nie potwierdzono anemii, ale waga sobie podskakiwała co raz wyżej. Jestem osobą z reguły aktywną, może nie regularną, ale rowerem podróżowałam nawet i 30 km dziennie. Baseny, spacery, raczej zwyczajna dieta, bez obżarstwa i nadmiernej ilości słodyczy czy fast foodów.
W wakacje po pierwszej liceum były moim kulminacyjnym okresem w życiu. Każdy mówił, że to stres, że nowa szkoła, dojazdy, inna dieta,że to pewnie dlatego. Waga przekroczyła magiczne 70 kg. Ja puchłam, płakałam, nie mieściłam się w żadne ubrania. Ćwiczyłam jak wariatka. Jeździłam na rajdy rowerowe po 100 km dziennie. Ścisła dieta, dietetyk, walka ze samą sobą. Bezskutecznie. Właściwie w ciągu 2 miesięcy zmieniłam się diametralnie! Efektem opłakanym kilka nocy były rozstępy na udach, łydkach, biuście i boczkach. Wyglądałam jak pociachana nożem. Gdy ktoś pytał co to jest, to zmieszana mówiłam, że blizny i że nie wiem skąd to mam ;/. Dziś już wyblakły (choć są widoczne). Zwyczajnie nie nawilżałam rozciągniętej skóry, w której włókna kolagenowe zwyczajnie "puściły" od naporu szybkiego przyrostu centymetrów.
Znów, przypadkiem, trafiłam do tego lekarza, opowiedziałam co mnie dręczy. Znów miękko zasugerował, że leki są za mocne dla młodych kobiet. Nie zrobił mi aktualnych badań, ale z wywiadu wywnioskował, że te leczenie jest niestosowne. Jednakże konkretnie zaznaczył, że za kilka miesięcy, po odstawieniu tabletek, zrobi badania i zobaczymy co mi dolega i czego mi potrzeba tak naprawdę.
W listopadzie odstawiłam tabletki i jednym znakiem mogę pokazać kierunek wagi: \ listopad - 75kg, rozmiar XL, styczeń - 68 kg, rozmiar L, marzec - 59 kg, rozmiar S, lipiec - 48 kg, rozmiar XXS/XS. Wzrost był stały, 162 cm. Co prawda w lipcu już byłam za chuda, ale... nie ćwiczyłam, nie trzymałam diety, nic szczególnego nie robiłam w tym kierunku. Tylko wydałam kolejną fortunę na wymianę szafy. Cały proces chudnięcia był kontrolowany przez lekarza. Wyniki były dobre, żadnych patologii w układzie rozrodczym, miesiączki regularne.

Sielanka trwała dobre 5 lat. Utrzymywałam wagę na stałym poziomie 53 kg. Co prawda później nieco intensywniej ćwiczyłam, zwracałam uwagę na to co jem, ale nie była to obsesyjna dieta czy tysiące godzin na siłowni. Żyłam jak przeciętny student mieszając sesję z imprezą, kserując notatki, zasypiając na zajęcia :D.



I nagle bum! Znów brakuje mi okresu. Ciąża wykluczona oczywiście. Nie ma go 2-3-4 miesiące... cóż, pora lecieć do lekarza. Udałam się do tego lekarza, który wcześniej sugerował odstawić tabletki. Coś się stało, dziwna sytuacja na jajnikach, brak wyraźnego pęcherzyka, może być problem kiedyś z ciążą, to był lekki alarm na hasło "bezpłodność" - przerażające. Niewyjaśniony brak okresu. Hormony niby w normie. Najpierw wywołanie krwawienia luteiną, później 3 miesiące tabletek i czekamy na efekty. Już po 3 opakowaniach czułam, że przytyłam. Ale to normalne, że te 3-4 kg można przytyć. Ogólnie  było całkiem dobrze, poza tym, że obawiałam się tej bezpłodności i trochę przepłakałam na ten temat.
Los chciał, że zaraz po kuracji już leciałam do Portugalii. Okres dostałam normalnie, radość niesamowita. Później zaczęły się schody, bo kolejny okres już się nie pojawił. Myślałam, że to stres, podróż, zmiana klimatu. Poczekam. Poczekałam kolejne 2 miesiące. Miałam ogromny ból brzucha, głowy, mdłości, problemy z wypróżnianiem. Telefoniczne skontaktowałam się z lekarzem, zalecił znów wrócić do tabletek, chociaż na czas wyjazdu, bo pomimo, że mogłam przytyć to dolegliwości powinny ustąpić. Chociaż na te 3 miesiące. Tabletki przyjechały do mnie i ...
...zaczęło się piekło. Dolegliwości ustępowały na tydzień, max. dwa, a później znowu cierpiałam. Puchłam i puchłam... jedząc samą owsiankę na wodzie, owoce, warzywa i kurczaka gotowanego. Biegałam 5 km 2-3 razy w tygodniu, dodatkowo niezliczone spacery po wiele kilometrów dziennie. Waga rosła... jak na drożdżach! Gdzieś w jakiejś galerii postanowiłam stanąć na wagę, a tam okrągłe 70! Do powrotu został miesiąc. Złapała mnie depresja, przestałam mieścić się w większość ubrań, które ze sobą zabrałam, nie chciałam rozbierać się na plaży.

Jeszcze zanim wróciłam do Polski umówiłam się do lekarza. Wizytę miałam jeszcze tego samego dnia co wróciłam. Badania, mierzenia, rozmowy. W związku z tym, że chciałam zachować antykoncepcje miałam szukać odpowiedniego środka, który będzie współgrał z moim organizmem. To był MÓJ błąd, bo przedłużyłam sobie mękę. Spróbowałam innych tabletek, krążków, plastrów. Szalona waga wzrosła do 75 kg, a ja po próbach nie znalazłam nic co by mi odpowiadało. Ciągłe złe samopoczucie, efekt wzdęcia, spuchnięte dłonie i stopy, wory pod oczami, dolegliwości jelitowe, okropne wypryski na twarzy, okropny, kujący ból w podbrzuszu no i ta waga. Cały lipiec, sierpień i wrzesień intensywnie ćwiczyłam, 5 razy w tygodniu. Basen, bieżnia, aerobic, rower, spacery, kajaki. Do tego ścisła dieta. Waga spadła. 3 kilo... to jest nic w odniesieniu do tego co ze sobą wyprawiałam. Kolejnym problemem był ból piersi. Urosły mi z E do I (polska rozmiarówka, nie chińska, stąd te dalekie litery :P). Ból uniemożliwiał mi bieganie, a często nawet i chodzenie czy leżenie. Dobór jakiegokolwiek stanika graniczył z cudem. Trudno znaleźć dużą miseczkę i stosunkowo mały obwód - 70.

Kolejna wizyta u ginekologa, na początku października, to był przełom. Aby organizm odzwyczaić, a nie zaskoczyć, zmniejszyłam dawkę tabletek, do 10 na cykl. Od tego czasu (4 miesiące) schudłam 17 kg!!!! bez szczególnie wielkich ćwiczeń (raz w tygodniu 1 h bieżni lub bieg na świeżym powietrzu), a dieta to mc donald, pizza i tortille. Zabawne co? :D Stopniowo zmniejszał mi się rozmiar z tygodnia na tydzień. Biust z wielkiego I obecnie jest przyjemnym G. Waga pokazuje, dawno nie widzianą, 5 z przodu (58). Ubrania, dawno zakopane w szafie są dziś idealne. Brzuch nie boli, głowa również, cera idealna, problemy jelitowe i ten nieprzyjemny ból ustąpiły (pomimo wielu wizyt u gastrologów, którzy nie wiele wnieśli w leczenie). Miesiączki są regularne. Za miesiąc kończę ten rodzaj leczenia i czeka mnie kolejna wizyta u ginekologa, być może odstawię farmakologię.


Podsumowując.
Nie każdy problem z wagą to problem z dietą i brakiem aktywności. Jak widać w mojej historii wzmożona aktywność nie przyniosła właściwie żadnego efektu. Przed podjęciem jakiejkolwiek drastycznej diety najpierw skontaktujcie się z lekarzem. Może być to lekarz rodzinny, przecież też się musi na tym znać. Jeżeli są problemy ginekologiczne to wiadomo do kogo! ale rzetelnego, zaufanego i takiego, co nie wyśmieje nas, a zleci konkretne badania hormonów. Oczywiście dieta i aktywność jest ważna, w większości przypadków jest jedynym rozwiązaniem! Nie oszukujmy się, ale otyłość to raczej w 90% spowodowana jest brakiem aktywności i złą dietą, a pozostałe 10% to choroba czy geny.
Dziś wiem, ze w moim przypadku wahania wagi są spowodowane hormonami. I to pewnie nie tkanka tłuszczowa, a woda gromadziła się we mnie (spuchnięte nogi, dłonie, wory pod oczami). Szkoda, że nie miałam okazji zmierzyć składu masy ciała przed odstawieniem tabletek, miałabym porównanie. Zamierzam zacząć regularnie ćwiczyć, aby ujędrnić rozciągniętą skórę (kilka cm wszerz to dużo!). Na szczęście nie nabawiłam się nowych rozstępów - w miarę regularnie robiłam masaż bańką chińską i smarowałam wszystkie możliwe kremy - nie koniecznie te na rozstępy. Bańka dodatkowo pozwoliła pozbyć się cellulitu. A więc dziewczyny, niechaj będzie Wam przestrogą, że nie można lekceważyć tak prostych, z pozoru, spraw :).

10 komentarzy:

  1. Naprawdę sporo przeżyłaś! To fakt, problemy z wagą czasami są zupełnie z innej przyczyny. Ciesze sie, ze obecnie juz jest na plus :)

    OdpowiedzUsuń
  2. przeżyłaś i to dużo. ale oby teraz już zawsze było dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem pod wrażeniem tego ile przeszłaś. Oby już wszystko pozostało tak, jak jest teraz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że już jest dobrze. ;)
    Wyglądasz bardzo dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Współczuję Ci, że tyle musiałaś przejść. Oby już wszystko zawsze było dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiem co to wahania hormonalne, w moim przypadku także były przyczyna tycia.

    OdpowiedzUsuń
  7. piękna ♥ co do 3d chili to dieta oczywiście, tabletki to tylko suplement wspomagający ćwiczenia i dietę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ooooh, po części Cię rozumiem, miałam podobny problem z tym, że sporo wagi przybyło mi po lekach przeciwalergicznych. Teraz staram sie duzo cwiczyc, leki sa juz dawno odstawione i nie pozostaje nic innego jak brac sie za siebie . Obserwuję i zapraszam na moj nowy blog (jeszcze w budowie) melodylaniella.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Różnica jest ogromna. Świetne teraz masz ciałko! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)