piątek, 6 marca 2015

Tęsknota....

Kto prywatnie mnie nie zna nie bardzo może wiedzieć, że bardzo kocham zwierzęta, szczególnie te domowe - kotki, pieski, króliki, chomiki. Niestety, właśnie wczoraj pożegnałam się z moim ostatnim zwierzakiem... :(. To był szok i dość mocny cios w moje serduszko. Okrągłe 8 lat (dokładnie w marcu, 8 lat temu, przywiozłam do domu mojego pieska...). Sara, bo o niej mowa była owczarko - podobnym kundelkiem, mniejszym, bardziej szalonym, ale nie mniej pociesznym.
Wszystko zaczęło się od tego, że zaszła w ciąże (pierwsza ciąża w wieku 8 lat, to był zły znak), z tym, że nie wiedzieliśmy, że jest w ciąży, wg. nas po prostu przytyła na zimę, jadła dużo, ogólnie uważaliśmy, że jest bezpłodna albo jet lesbijką, bo przez 8 lat nie miała małych. W niedzielę wyszła obolała i chuda z budy. Urodziła 3 maluchy, jeden od razu martwy, jeden zaginął po nocy(zjadła?), jeden został. Następnego dnia, pół przytomną Sarę, zawieźliśmy do weterynarza (nie dała rady chodzić, nie jadła, nie zajmowała się maluchem). Okazało się, że ma niewydolność nerek, ogólne zakażenie organizmu przez drogi rodne, gdzie zapewne pies podczas krycia zaraził ją jakimś syfem ;/. Mimo wielkich starań, litrów kroplówek, leków, nieprzespanej nocy, Sara we wtorek rano zdechła zaraz po tym jak skończyła się poranna kroplówka. Mój kochany piesek odszedł...
Ale była nadzieja, została mi na wychowaniu mała suczka, bardzo podobna do Sary (z maści). Z bratową na zamianę co 2-3 godziny (nawet w nocy!) karmiłyśmy małego brzdąca, masowałyśmy brzuszek, pomagałyśmy w wypróżnianiu, tuliłyśmy do snu. Jednak wczoraj zaczął nas niepokoić dziwny oddech maluszka. U weterynarza okazało się, że w płucach ma bardzo dużo płynów. Prawdopodobnie podczas jedzenia zachłysnęła się i zalała płuca. Nie udało się już uratować malucha, który od początku skradł moje serduszko.
Takim to sposobem straciłam wszystkie zwierzaczki, które miałam... przypomnę, że około 2 lata temu ktoś bezpardonowo, pod moim podwórkiem, potrącił mojego kotka! KLIK dodaję odsyłacz, gdyby ktoś chciał przypomnieć sobie moje piękności... :(.

Dziś wiem, że mimo wielkiej miłości do zwierząt nie zdecyduję się na żadne. Po pierwsze dlatego, że Dawid ma dużą alergię na sierść, a po drugie, że wkładam bardzo dużo serca w opiekę nad zwierzakami i nie potrafię pogodzić się później z rozstaniem... :(

Jednocześnie jest to prawdopodobnie ostatni wpis w etykiecie : moje zwierzęta :(.

p.s. na mnie nie patrzcie :P. Pierwsze zdjęcie jest z około 2010 roku, kolejne, to pierwszy dzień Sary w domku, czyli 2007 rok. Ostatnie to pierwsze karmienie maluszka.... :(





3 komentarze:

  1. Doskonale Cię rozumiem... 24 marca miną 3 miesiące odkąd nie ma ze mną mojego małego Skarbka. Bardzo go Kochałam i cały czas za nim tęsknię, wydaje mi się, że zaraz do mnie przybiegnie się przytulić a tu... :(
    Mój był z nami 13 lat, był ogromnie mądrym i wspaniałym psem, coś mu się nagle stało, niespodziewanie, to był dla nas szok...

    Trzymaj się, wiem, że będzie Ci trudno, ale dasz sobie radę. Ja jakoś daję, chociaż zdarza się, że jeszcze za nim płaczę..

    OdpowiedzUsuń
  2. ja mojego ukochanego pieska straciłam prawie rok temu a nadal smutno mi kiedy nikt nie merda ogonkiem na mój widok :(

    OdpowiedzUsuń
  3. fany pies

    http://iamemilias.tumblr.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)