środa, 21 sierpnia 2013

Wielkie pustki uczyniłaś tym odejściem swoim...

Kochanowski podobnymi słowami, w bólu, w swoim trenie pisał do swojej wczesno zmarłej Orszulki.

Kilka dni temu odeszła ode mnie moja kotka... Kicia. Wiele razy wspominałam tutaj o niej i zamieszczałam jej zdjęcia. Dziś mija tydzień odkąd jej nie widziałam...
Na początku myślałam, że po prostu gdzieś poszła i zaraz wróci. Przecież to kot. Niestety nie miała ona w zwyczaju uciekania na kilka dni, za bardzo ceniła sobie wygodę i ciepły dom. Wczoraj postanowiłam rozwiesić ogłoszenia po osiedlu. Rożnie bywa. Komuś spodoba się kotek i zabiera go dla siebie, nie myśląc o tym, że ktoś inny za nim tęskni. A może ktoś przypadkiem go gdzieś zamknął?
Niestety, przyszedł najczarniejszy scenariusz jaki mógł się wydarzyć.
Zadzwoniła sąsiadka i powiedziała, że kilka dni temu pochowała tego kotka. Nie była do końca pewna czy to mój, ale w związku z tym, że sama ma wiele kotów uczyniła to w należyty sposób, z całym szacunkiem i tak dalej... Płakałam jak małe dziecko...

Kicia przybłąkała się do nas pierwszy raz na Dzień Dziecka w 2002 roku. Jak dziś pamiętam, paliliśmy grilla, było ciepło, a ona zachowywała się jakby była u siebie. Mama kazała ją przegonić - po co nam kot? to pewnie czyjś, tylko się zgubił - krzyczała. Ale kotek przychodził do nas dalej. Piękny, puszysty, czysty, zadbany. Z braćmi podstawialiśmy miski z mlekiem, a mama sukcesywnie je wylewała. Aż pewnego dnia, pierwszy dzień wakacji...Rozstawiliśmy stary, szmaciany namiot. Rano jadąc z mamą na zakupy znalazłam na trawie coś podobnego do małego szczura (?) czy coś. A że nigdy nie miałam do czynienia z małymi kotami nie wiedziałam, ze tak wyglądają świeżo po urodzeniu. Resztę kociaków i kotkę zlokalizowałam w tym namiocie... Mama nie miała sumienia jej już wyrzucać tak więc została u nas. Początkowo mieszkała w domku gospodarczym, ale obce koty mogły zabrać małe. Potem mieszkała w ganku naszego domu, ale zimą było już za zimno. Takim sposobem zamieszkała w domu, gdzie dzieliliśmy z nią łózka, fotele, kanapy... bo nie chciała spać w swoim posłaniu. Niezwykle łowna i agresywna do obcych psów. Obrońca podwórka w pięknej szacie. Zaczęła nam rodzić te kociaki jak głupia, 16 małych kociąt na rok. Najpierw ludzie brali bo "będą puchate tak jak ich mama". No nie, nie były puchate :D, żaden! Postanowiliśmy wysterylizować Kicię. I tak żyła dalej z nami. Łapała myszy, szczury, krety, jaszczurki, ptaszki...
Jednak wiadomo, kot też kiedyś musi odejść... u nas była ponad 11 lat, a że przyszła już kotna, to pewnie miała jeszcze +2 lata. Wszyscy byliśmy z nią silnie związani. Każdy traktował ją jak kogoś z rodziny. Każdy dokarmiał, głaskał, przytulał.
Wiem, że koty, zarówno jak i psy, kiedy czują, że już ich kres odchodzą ze swojego podwórka, aby nie forsować gospodarza. Chyba nie chcą, aby patrzył jak odchodzą...
Mimo wszystko martwi mnie fakt, że jeszcze we środę z kotkiem było wszystko ok. Żadnego nadzwyczajnego zachowania, wyglądała jak zdrowa i jak na swój wiek dobrze się trzymała. Do tego, jeszcze kilka dni temu łapała myszy. Nie wiem zupełnie dlaczego nagle odeszła....








Kicia robiła ze mną wszystko. Razem uczyłyśmy się do egzaminów, prasowałyśmy, jadłyśmy, spałyśmy... Taka moja realna maskotka. Uwielbiałam ją. Teraz nie jestem w stanie mieć jakiegokolwiek innego kotka. Po Kici zostało mi wiele pamiątek. Wspomnienia, zdjęcia, a także inne rzeczy, takie jak figurka, która kiedyś kupiłam tacie na urodziny, a bardzo mocno przypomina moją Kicie, a także kamień, który znalazłam tego dnia, kiedy pierwszy raz do nas przyszła.
Serce mi się kraja gdy pomyślę, że już nigdy więcej jej nie pogłaskam, nie przytulę, nie nakarmię i nie poczuję miękkości jej sierści...
Natomiast jestem wdzięczna mojej sąsiadce, która pochowała mojego kotka, tym samym oszczędzając mi bolesnych widoków i litrów łez, podczas gdybym to robiła sama.

9 komentarzy:

  1. aż mi łezki poleciały :c
    ja też kiedyś przygarnęłam kotkę, urodziła dwa kociaki, jedno zmarło, drugi został. po jakimś czasie znowu była w ciąży, poszła się okocić i już nie wróciła... później okazało się, że lis zjadł ją i małe... po prostu taki rudy skurczybyk przyłaził, jadł jedzenie i jeszcze mi zabił.... pieprzony.
    teraz jej kociątko, no już kocur pzyprowadził jakąś kotkę i ona urodziła mi małe.. ale to już nie to samo...

    OdpowiedzUsuń
  2. Przykro mi z powodu kotka...
    Dobrze, że sąsiadka zrobiła to z sercem i za to nawet i ja jestem jej wdzięczna.
    Na pewno po ,,stronie tęczy'' też jest jej równie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. przykre ;( strasznie smutno tak stracić ukochanego zwierzaka :(

    OdpowiedzUsuń
  4. oj straszna sprawa, współczuję moja droga ;( Kicia urocza i ten nosek z plamką, cudna ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. O jej.. :( Bardzo mi przykro. Widocznie nie chciała, żebyś patrzyła na to wszystko i odeszła sama.. Smutno mi. Trzymaj się kochana! ;**
    Przesyłam ogromne buuziaki

    OdpowiedzUsuń
  6. kochana współczuje :( Mi nie dawno zdechł pies też strasznie płakałam za nim i do dziś tęsknie ;(

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, oj nawet nie chce wyobrażać sobie co będzie ze mną kiedy odejdzie moja kicia. Jest na szczęście bardzo młoda bo ma tylko 2,5roku (które i tak nie wiem kiedy zleciało) ajesteśmy bardzo do siebie przywiązane, śpimy razem i zawsze przychodzi się przywitać gdy wracam z pracy :) Jest niesamowita! Więc naprawdę bardzo Ci współczuję! Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić.. Pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
  8. ..współczuję i łączę się w bólu...

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj.. znam to.. ja bardzo przeżyłam kiedy moje dwa psiaki zdechły :( <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)