sobota, 26 października 2013

Myśl pozytywnie co się by nie działo !!!

Wstajesz rano, mgła układa się na wysokości dachów sąsiednich domów. Pochmurne niebo, ostrzega Cię przed nadchodzącym deszczem. Gorzej, gdy budzisz się godzinę wcześniej, a na ulicę latarnia puszcza jeszcze wiązkę żółtego, półmrocznego światła. W pokoju chłód, tak mroźny dawno nie był. Dwuosobowe łóżko ciepłe tylko po Twojej stronie. Owijasz się w ciepły koc i jeszcze chwilę egzystujesz w życiu ze snu, idealnym życiu, gdzie marzenia stają się rzeczywistością. Dzwoni budzik, ten potworny dźwięk przerywa idealny świat. Powtarza się rytuał jak każdego dnia. Co ubrać? Jest zimno, wybierasz spodnie i jakiś basic'owy podkoszulek, po co kombinować i utrudniać sobie życie. Czasem pomijasz ten etap i od razu, po ciemku, z zapuchniętym okiem, idziesz wypić mocniejszą niż zwykle kawę. Wchodzisz do łazienki, szybki prysznic, make up i układanie włosów, najprostszy etap, choć i tak nie zawsze wychodzi po Twojej myśli. Wtedy wracasz do pokoju, aby znów podjąć próbę doboru garderoby, trochę urozmaicasz prosty z pozoru wygląd. Przecież kto to zauważy, że masz krzywo kreski, albo spodnie totalnie nie pasujące do kurtki czy butów. Następnie szybka kanapka, leki, zęby i do auta. Odpalasz samochód, jako pierwsza piosenka odpala Ci się wakacyjny hit, regulator głośności podkręcasz na maksa i jedziesz, pierwszy pozytywny akcent tego dnia. Zamglone ulice niezwykle nastrajają, o ironio. Jednak wesoła i skoczna muzyka nie pozwala przygnębić się, a wręcz przeciwnie. Przywołuje wspomnienia i kreuje nowe pomysły. Mijasz w drodze miliony niezwykle wesołych ludzi, którzy tak samo jak Ty kochają jesienną aurę. Niektórzy z nich mokną na niezadaszonych przystankach, albo łapią czapki zwiewanie przez silny wiatr. A Ty, po cichu, dziękujesz Bogu, że jeszcze stać Cię na auto, bo chociaż od tego cholerstwa Cię chroni. Dojeżdżasz na uczelnie, za każdym razem zadając sobie pytanie " co ja tu robię? powinnam być w Poznaniu". Na uczelni nie wiele lepiej. Kolejne smutne i zmęczone twarze. Mało kto się uśmiecha, poza Twoją wierną ekipą, która natarczywie dąży do tego, abyś ani chwilę nie żałowała, że jesteś tutaj, a nie 500 km stąd, w innym mieście. Chwała im za to! Ważne, że oni są z Tobą! Od rana do nocy chłoniesz niezwykłą wiedzę, którą tak usilnie wykładowcy przekazują Ci na wykładach, a także niezwykle praktyczną, tą z ćwiczeń. Kończą się krzyżówki, czas kupić nowe, bo przecież najwięcej mądrego dowiesz się właśnie z nich. Następnie obiad gdzieś na mieście, do którego zmuszasz się za każdym razem, wiedząc, że potem masz ogromne bóle i wcale nie miałaś na nic apetytu. Mama podstępnie się cieszy, bo przecież musisz coś jeść. Waga sukcesywnie mknie w dół, a Ty mimo szczerych chęci nie potrafisz temu zapobiec. Cóż za smutek i bezradność! Potem jakieś zakupy, albo przechadzki w galerii czy między alejkami na bazarze. Głównie po to, aby zabić czas, którego w okienkach masz tak dużo. W głowie wciąż masz jedną myśl "nie mam hajsu, zaraz jadę do Szkocji". Wyjazd do Szkocji to forma ucieczki, od niezwykle super pozytywnej aury, ponieważ tam jest Twój kolejny lekarz <3. Ale wracasz na ziemię z marzeniami i jesteś w smutnym jak p***a mieście i już jedziesz na drugą część zajęć na uczelni, pełna energii i chęci tak nota bene. Szybka kawa z automatu, najlepiej czekoladowa,  kilka drobnych żartów ze znajomymi, które zamieniają się w "kolbę" i chociaż tyle pozytywnego. Razem jakoś to przetrwacie. Wracasz do domu, po drodze podwozisz wszystkich, których się da, nic z litości czy miłosierdzia. Zwyczajnie nie lubisz być sama. Niestety, i tak ostatnie kilometry jesteś sama. Miliony myśli, które rodzą się w głowie, kiedy nie masz już do kogo otworzyć ust. Znów włączasz muzykę, ta najbardziej pozytywną. Przecież jest cudownie! Znów wracają wspomnienia, choć teraz nie zawsze te pozytywne. Patrzysz w niebo... i o ile jest jasno to widzisz może chmury, błękit jesiennej przestrzeni, robi się przyjemnie. Jednak jeżeli to już zmrok robi się przygnębiająco. Pozytywne fluidy zanikają wprost proporcjonalnie do prędkości pojawiania się gwiazd na niebie. A przecież z kimś mogłaś oglądać te gwiazdy. Dociskasz pedał gazu, chcesz jak najszybciej przestać patrzeć na to przedstawienie, pełne żalu i goryczy.  Już w swoim mieście odstawiasz auto do mechanika, wiedząc, że to kolejny moment kiedy przychodzą myśli "nie mam hajsu, zaraz jadę do Szkocji" i płacisz za naprawę Maleństwa. Serce się kraja i kipi z bólu, ale z prężną techniką nie wygrasz. Póki jest jeszcze przeciętnie jasno, dzwonisz do najlepszego lekarza, swojej przyjaciółki "idziemy biegać" i robisz w sumie 9 km dystans. Piękny wynik, najczęściej spowodowany chęcią fizycznego rozładowania nagromadzonych przez cały dzień emocji. Teraz świat wygląda lepiej, przecież zrobiłaś coś dla siebie! Szybka "ogaryna" w domu i czas właściwie spożytkować uzyskaną dawkę endorfin. Może pub? Może klub? Cokolwiek. Oby tylko samotnie nie siedzieć w domu. Nie przeglądać starych zdjęć. Nie wracać myślami do tego, co już nigdy nie wróci, choć tak naprawdę nigdy tego nie było! Najczęściej kończy się jednym piwem w domu na apetyt. Rozmowy na fecebook'u, pochłaniaczu energii i czasu niezliczonej liczby społeczeństwa, które kończą się zazwyczaj kacem moralnym, których chodzi za Tobą jeszcze przez kilka dni. A przecież tak naprawdę w innym celu włączyłaś komputer i ten okropny portal społecznościowy. Inny był cel, ale przecież rzeczywistość a oczekiwania różnią się drastycznie. Doskonale zdajesz sobie sprawę jak wiele sytuacji miało miejsce tylko w swojej głowie i jak wiele z nich prawdopodobnie nigdy nie będzie miało miejsca w prawdziwym życiu. Po kolacji gorąca kąpiel, to dobrze robi na sen. Olejki eteryczne, zielona herbata, peelingi, ciepła woda to ostatnio jedyny ciepły dotyk, którego możesz doświadczyć. Zdaje się być ukojeniem bólu, a jednocześnie zaspokojeniem potrzeby bliskości, inaczej tego nie zastąpisz. Potem czas na leki, które oczywiście też w efektach ubocznych mają przede wszystkim wzmożoną senność. Bierzesz je, bo są lekarstwem na inne schorzenia, te czysto fizyczne. I boisz się kiedy się skończą. Kolejna wizyta u lekarza jest jak wyrocznia, która przynosi albo skrajnie dobre wiadomości, albo te skrajnie złe. Kolejny powód dla którego z oczu polecą łzy, choć już wiele poleciało. Z niecierpliwością, a także z obawą oczekujesz tej wizyty, choć i tak najwięcej dowiesz się  kiedyś, kiedyś pokaże to czas. I kładziesz się do łóżka. Znów jest zimne, jak nigdy wcześniej. Brakuje Ci tego czegoś, tego kogoś. Wyobrażasz sobie obecność drugiej osoby okrywając się przyjemnym w dotyku, pluszowym kocem. Przypominasz sobie zapach, podświadomie czujesz oddech i bicie serca. Tylko jeszcze nie do końca wiesz, po co to wszystko rozdrapujesz, skoro do tanga trzeba dwojga. Rozmyślasz nad sensem dzisiejszego dnia, nad imprezą i tym co się na niej wydarzyło, bo czasami jest nad czym pomyśleć... Ogarnia Cię wielki niepokój "Co jutro?" i doskonale wiesz, że jesteś silna i dasz radę, choćby ktoś, kto kiedyś był Ci bliski, patrząc Ci szczerze w oczy, wbijał nóż w serce z szyderczym uśmiechem i wyrazem satysfakcji wypisanej na twarzy. Dodajesz sobie otuchy podczas głębokiej modlitwy. Dziękujesz Bogu za dzisiejszy dzień, chociaż wylałaś miliony słów pełnych żalu, chociaż ktoś uporczywie i nachalnie zadaje Ci ból twierdząc, że to Twoja wina (!), paradoksalnie zwalając krzywdy całego świata na Twoje barki. Zegar tyka, w ciszy pokoju brzmi jak walenie w membranę bębna, co ma bić na alarm. Cały świat układa się do snu, zmęczony i przepełniony pesymistycznym nastrojem. A Ty? Zamykasz oczy z uśmiechem, zasypiasz otulona w nadzieję na lepsze jutro, jednocześnie wiedząc, że tylko wytrwałość i determinacja są wszechmocne!

A jak było wczoraj? Wolny piątek był niezwykle nieproduktywny do południa. Potem pobiegałam z Pauliną i poszłyśmy do Pubu na piwo i mecz Jagi. Jaga niestety przegrała, także moje fatum stadionowe odwołane, to nie ja przynoszę pecha. Po meczu wskoczyłyśmy jeszcze do mnie. Rozpoczęło się napalanie na dzisiejszy koncert. Wertowanie piosenek "ta na pewno jutro będzie". A czyj koncert? Najprzystojniejszego mężczyzny ever. Ten Typ Mes. Wysoki brunet wszystko tłumaczy. Do rozkręcenia weszła też shisha. Tytoń miętowy jest niezastąpiony. Powstało jak zwykle wiele planów na przyszłość. Z kim jak nie z nią? :)

widoki z rana, pierwszy pozytywny akcent czwartkowego poranka.


w nowej, dresiarskiej bluzie. Planuję zrobić na niej bardzo wymowną grafikę. Niezwykle ciepła i praktyczna.

 mój brat się nudzi. Paparazzi są wszędzie.

 zapachowa cześć mojego pokoju. Idealnie.

 Mój lekarz <3

 Bomba!

 Aga i Mała - lekarze z uczelni <3.

 Zielona, fusiasta? Zawsze! z ananasem!

 Już dziś!!!

 ooooo <3
 piękna pogoda, idealna na 9 km!

weekend <3



3 komentarze:

  1. Kochana.. czytam i czytam raz , drugi, trzeci, chyba nei do konca rozumiem albo boje sie ze zrozumialam zle, albo wolalabym zrozumiec to zle a aby innaczej bylo w rrzeczywistosci. O ile na poczatku wszystko przypominalo mi moją codziennosc - ranną pobudkę, puste drugie miejsce obok mnie na lozku, brak ochoty wstawania przez zimno... tak pozniej zaczynalam czuc potrzebe abys pod koneic napisala ze to tylko fiksja...
    Choroba? rozstanie z chlopakiem? dobrze zrozumialam?
    Cokolwiek by to nie bylo podstawa to pozytywne myslenie... znasz ksiazke "secret" ?
    Polecam :) !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak... i "choroba" (bardziej schorzenie) i rozstanie i chyba jeszcze wiele więcej :).
      książki nie znam, ale już wiele osób mi ja polecało, najwyższa pora ją przeczytać :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz :)