czwartek, 6 czerwca 2013

piekielna awaria ...:(

Jeszcze wczoraj rano robiłam zdjęcia. Kiedy po południu zasiadałam do nauki pomyślałam, że zrobię jeszcze jakieś zdjęcia na bloga... i wtedy KONIEC! Aparat się włączył, obiektyw wyszedł... i już się nie schował...
Aparat ma chyba z 8 lat, byłam do niego bardzo przywiązania. Był mały, poręczny, porządny, a do tego robił całkiem dobre zdjęcia jak na zwykłą cyfrówkę. I padł.
W serwisie Pan powiedział, że naprawa obiektywu to koszt 100-150 zł. No tak, ale mój aparat NOWY wart jest 150 zł :D.

Takim to sposobem czekam na powrót mamy z wakacji, aby negocjować CO DALEJ?

Lustrzanka? Trochę żałuję pieniążków, z resztą to zajmuje dużo miejsca, jest nieporęczne, a ja znowuż nie jestem takim artystą co potrzebuje wspaniałego aparatu (hipsters... heu heu heu) :D.

Chciałabym coś małego, poręcznego i równie trwałego jak mój 8-letni Sony Cybershot. Myślę, że w 500 zł zmieszczę się wybierając coś fajnego. Co więcej mam nadzieję, że to będzie lada dzień. Wakacje za pasem, a ja bez aparatu? ;o

zdjęcie prze-stare :P


3 komentarze:

  1. O kurcze współczuje :(... Ja pamiętam jak miałam naście lat, rodzice kupili pierwszą cyfrówkę, wzięłam ją na urodziny kuzynki, robiliśmy sobie zdjęcia grupowe :P. Aparat ustawiłam na kartonie soku i spaaadł -.-'. Obiektyw się zgiął i nie chciał wsunąć... Kitrałam go chyba miesiąc przed rodzicami... W końcu się przyznałam i Hahaha tata nim uderzył nim o stół żeby wyprostować i rozwalił cały mechanizm w środku <3

    OdpowiedzUsuń
  2. ja mam i cyfrówke i lustrzankę i w tym momencie życia nie wyobrażam sobie dalszego życia bez niej :D odżałowałam trochę pieniążków, ale jakość jest o niebo lepsza i z lustrzanką możemy się rozwijać :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)