poniedziałek, 10 czerwca 2013

Matrix Moisture

Czyli wpis o tym jak wpakować 60 zł w błoto...

Fryzjerka szczerze poleciła mi te specyfiki. Około 10 kwietnia rozpoczęła używanie tego szamponu. Czyli jakby nie patrzeć - 2 miesiące. Używałam tylko jego, myłam włosy co 2-3 dni, ograniczyłam suszarkę do minimum, zero prostownicy i lokówki.

Pierwsze użycie i efekt WOW! miękkie, pachnące, rozczesywały się mistrzowsko! Myślałam, że zakochaliśmy się w sobie od pierwszego wejrzenia. Ale nie. Szybko skończyła się moja radość.

Jeszcze kilka pierwszych umyć było genialnie. Tak, jak mogłabym sobie wymarzyć. I skończyło się.
Włosy wróciły do swojego stanu sprzed całej zabawy. Czyli : spuszone, dwukrotnie rozdwojone ;/, poplątane... nie takie jak być powinny. Jedyny plus to taki, że spokojnie mogłam nie myć głowy na drugi dzień, włosy były świeże, choć trochę oklapnięte, ale nie tłuste.

Jednym słowem - bubel po całości.


Aktualizacja włosowa względem tego wpisu : KLIK
Czyli właściwie żadnych zmian. Z długości nic, z wyglądu nic... 

Teraz czas na kolejne próby. Rossmanowa oferta mnie rozczarowała, bo chciałam tą inną odżywkę z Aussie co wszyscy zachwalają, ale póki co niech będzie ta. Lada dzień rozpocznie się testowanie. Macie jakieś doświadczenie z tą marką?





1 komentarz:

Dziękuję za komentarz :)