niedziela, 16 czerwca 2013

Na dachu świata

W związku z tym, że moje studia nieubłaganie dobiegają końca, a wiele z nas pójdzie w swoją nową stronę, imprezujemy pełną parą. Prawdopodobnie po zakończeniu semestru będzie trudno nam się spotkać w większym gronie. Praca, obowiązki i kilometry rozdzielą nas na 3 miesiące, albo i na zawsze. Póki jest się młodym trzeba korzystać ze swawoli i sielanki i szaleć :).

W taki to sposób we wtorek balowaliśmy na dachu wieżowca na obrzeżach miasta. Co śmieszniejsze, całkiem niedaleko (dosłownie rzut beretem) od naszego wydziału :D. Ja napawałam swą duszę przepięknym zachodem słońca, a potem zabawą i śpiewami. Oczywiście nie obyło się bez "nieproszonych gości" i mamy teraz do zapłacenia dość spory mandat :D. Razem z S. wróciliśmy do domu ostatnim autobusem, a impreza jeszcze długo trwała w najlepsze... bo kiedy imprezować jak nie teraz :).






4 komentarze:

  1. impreza na dachu? ale czad! :)
    no cóż nieproszeni goście to zawsze wpadają kiedy nie powinni.
    ja kiedyś też przed imprezą byłam na plaży na małym beforku, to oczywiście też musieli wpaść, ale na szczęscie tylko dali ostrzeżenie nam.

    OdpowiedzUsuń
  2. huhu światowo :) a propo twojego dylematu co dalej z poprzedniego posta, dziewczyno radzę ci wypłyń na nieznane wody :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)