czwartek, 3 listopada 2016

Kosmetyczne nowości - make up

Witajcie!
Wiem, że promocja -49% w rossmanie już dawno za nami, jednak postanowiłam, że zanim napiszę coś o kosmetykach które kupiłam to je delikatnie przetestuję.
W tym roku wyjątkowo zaszalałam, porównując rok temu (lakier i kredka) i dwa lata temu (podkład, puder i lakier) i naprawdę jestem zadowolona z wydanych pieniędzy!

Na pierwszy ogień pomadki od Miss Sporty (co prawda kupione wcześniej, ale w rossmanie, więc się liczy). Odzień 302 to typowa ładna czerwień, a odcień 200 to delikatny, ale nie słodki róż. To aż dziwne, bo przecież NIGDY nie używałam pomadki! Nawet błyszczyków unikam jak ognia! Jednak te rozprowadzają się bardzo ładnie, nie rozmazują się nadmiernie, a dodatkowo względnie długo się utrzymują (tyle na ile można pozwolić pomadce)
Na moich ustach na zdjęciu odcień 200.



Następnie były podkłady, pudry i róże. Podkład to moje totalne odkrycie. Moja mama go używała jakiś czas temu i chyba sugerując się tym faktem uważałam, że to ciężki, mocno kryjący podkład. Jednak zaryzykowałam (pomimo wysokiej ceny - nigdy nie wydałam więcej jak 20 zł na podkład) i bardzo cieszę się z tego zakupu! Wbrew moim przypuszczeniom jest lekki, łatwo się rozprowadza i nie zostawia smug. Twarz na prawdę długo utrzymuje matowe wykończenie i nie świeci się jak żaróweczka. Nie wiem jak będzie sobie dawał radę latem, ale póki co skradł moje serce. Do tego udało mi się idealnie dobrać odcień! 

Róż to również moja nowość. Jako laik w malowaniu się nie potrzebowałam zbyt wiele różu, w związku z tym wciąż mam jeden, kupiony ze 4 lata temu (i nawet nie widać dna :D). Tym razem chciałam coś z delikatnym połyskiem. Róż delikatnie się mieni, a do tego ładnie aplikuje - nie używam pędzelka z kompletu. Jakoś nie współgra ze mną.



Puder to powtórka z rozrywki sprzed 2 lat (wtedy to było moje odkrycie!). W związku z tym, że często nosiłam puder w torebce albo zostawiałam w samochodzie postanowiłam kupić drugi, który na stałe będzie w domu - w toaletce. Idealnie matuje i jak dla mnie trzyma się idealnie. W tym przypadku także nie używam oryginalnej gąbeczki, aplikuję go dużym pędzlem (do bronzera :D ale dzięki temu mam delikatny efekt)


Kolejną powtórką jest także tusz (kupiony x2 :P), który pomimo naprawdę niskiej ceny jest najlepszym tuszem jaki miałam - nie kruszy się, nie skleja, nie grudkuje, wydłuża i delikatnie pogrubia rzęsy. Przede wszystkim tworzy naturalny, nieprzerysowany look, a właśnie na tym mi zależy.

Ostatnia nowość to lakier od Lovley. Na zdjęciach wygląda jak piękny róż, jednak w rzeczywistości to coś pomiędzy różem a fioletem - naprawdę dobrze prezentuje się na jesień. Być może niedługo pokażę go na paznokciach :). Niska cena idzie w parze z dobrą trwałość, nawet 5 dni bez odprysków, dwie warstwy kryją idealnie. Dlatego uwielbiam te lakiery!
To aż dziwne i niespotykane, że jestem w stanie polecić CAŁE zakupy. Wśród tylu kosmetyków nie było ani jednego "bubla".  Chyba dlatego, że poza podkładem nie ryzykowałam i postawiłam na sprawdzone i polecane produkty. A jak Wasze rossmanowe zakupy? Udały się, czy jednak trafiło się dużo niepasujących elementów? :)

6 komentarzy:

  1. Same cudowności ! Ale najcudowniejsza to jesteś Ty na zdjęciu ! :D ja to mam rękę :D
    Ps. Sally Hansen kupiłam w cocolita.pl i to w dobrej cenie ! ;) Polecam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a widzisz, ja stacjonarnie szukałam i lipondżo.
      a no masz rękę do zdjęć! :D

      Usuń
  2. super nowości ;) pomadki mi się podobają
    pięknie się uśmiechasz! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ten podkład z MF jest najlepszy :) :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Te pomadki MS są bardzo dobre :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)