wtorek, 4 października 2016

Moje niemieckie Einkaufen

Jedyny (i najdłuższy!) mój urlop w tym roku spędziłam w Oer-Erkenschwick, niedaleko Dortmund, u brata. Wraz z Dawidem i rodzicami postanowiliśmy odwiedzić tę część rodziny, która uciekła z Polski :P. Poza licznymi wspólnymi posiłkami i spacerami (których relacjonować nie muszę :)) przede wszystkim odwiedziłam DM i PRIMARK. To niemalże moja tradycja w tym miejscu. Sama miejscowość jest bardzo schludna i typowo niemiecka. Nie mniej jednak ładna, pomimo lokalizacji w zagłębiu Ruhry. Nic też dziwnego, że z balkonu mojego brata widać starą, już nieczynną kopalnię i jej szyb.
Poza tym, pogoda bardzo nam dopisała, aż nie chciało się wracać do jesiennej Polski!


Z DM przywiozłam niesamowitą ilość dobroci, która starczy mi chyba na najbliższy rok! (P.S. Paula, już nie będę kupować u Ciebie :P). Szampony, żele, balsamy i mydła do rąk. Oh! Uwielbiam!




Oczywiście napad na PRIMARK też był niczego sobie, chociaż bywały lepsze wizyty. W moje ręce wpadło kilka ciekawych ubrań. Jako pierwszy chwyciłam piękny, luźny sweter w kolorze beżowym. Modny i elegancki krój bardzo przypadł mi go gustu, niestety ciężko ująć jego urok na takich zdjęciach.


Kolejną perłą, mam nadzieję, że służącą mi kilka sezonów, jest mega wielki i ciepły szal (koc :D) w granatowo-białą kratę. Uwielbiam tego typu otulaki! (no i zdjęcie rozmazane...)
Pomimo wahań wzięłam też pasiasty pół golf. Moje obawy skłaniały się przede wszystkim do tego, czy będę go nosić. Jest bardzo dopasowany do ciała i niestety, ale poziome pasy wizualnie poszerzają. Mimo to nie jest tak źle jak przypuszczałam, więc został ze mną i przyjechał do mojej szafy. Oczywiście Dawid twierdzi, że wyglądam w nim jak babcia :D.
Nie byłabym sobą, gdybym w PRIMARKU nie kupiła trampek. Już w Portugalii spodobał mi się design koronkowy, jednak od tamtej pory nie mogłam go zlokalizować w żadnym odwiedzanym przeze mnie PRIMARKU. Dlatego też tym razem zapakowałam dwie pary!
To co lubię w niemieckich wyprzedażach to hasło "1Euro". Pomimo, że strojów mam miliony musiałam! Majteczki są piękne, a góra urocza. Argumenty słabe, ale za 1 Euro nie muszę się tłumaczyć :D.
Zaraz pod domem mojego brata był Woolworth, w którym kupiłam urocze świeczniki! Idealnie wpasowały się do wystroju w moim salonie. Szkoda, że nie ma tego sklepu w Polsce, to taki odpowiednik Kik albo PEPCO.
W PRIMARKU kupiłam także dwa pędzle do makijażu i nasadki na szczoteczki. Ot takie tam pierdołki, które mogą się przydać bądź też nie :).
Wśród zakupów z Kik, PRIMARK i Woolworth znalazły się także tradycyjne oraz te kręcone gumki do włosów, złote tatuaże do ciała, urocze chusteczki! oraz mata antypoślizgowa do szuflad. Pomimo tego, że w Białymstoku mamy Kik zawsze mam wrażenie, że panuje tam pustka i towar jest konkretnie wybrakowany, dlatego będąc w Niemczech lubię tu zachodzić, zważając także na fakt, że ceny są niższe.
Najważniejszym elementem całej wyprawy były słodycze! :D Oczywiście część z nich już została skonsumowana zanim zdążyłam zrobić zdjęcia. Uwielbiam!


4 komentarze:

  1. Ooo nie straciłam jedną z ulubionych klientek :D hehehe
    jeju a ja dopiero w grudniu albo styczniu jadę do niemiec ;( już nie mogę się doczekać ;D hehe Buźka

    OdpowiedzUsuń
  2. Te covery na szczoteczki są mega. Ja ich używam już od ponad dwóch lat i naprawdę nie wyobrażam sobie teraz odłożyć szczoteczki bez tej osłonki, narażonej na kurz i brud. A i w podróży się przydaje, nie trzeba owijać w woreczki śniadaniowe :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale sobie dobroci na kupiłaś! :D Widać, że wyjazd udany.:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)