czwartek, 7 listopada 2019

Oh! my LIPS Eveline - Sweet lips 04

Witajcie!
Od jakiegoś czasu stałam się fanką matowych pomadek w płynie, szczególnie upodobałam sobie te, które w zestawie mają konturówkę w kolorze. To zdecydowanie ułatwia aplikację.
Pomadka Oh!my LIPS to drugi odcień w mojej kolekcji z tej serii. O pierwszej, pięknej czerwieni pisałam tutaj: OH! my LIPS - Eveline 05 Red Passion








Kredka i flakonik z pomadką są zamknięte w ładnym, eleganckim pudełeczku. Konturówka jest miękka i idealnie dopasowana odcieniem do pomadki. Aplikator pomadki jest lekko ścięty, wygodny w użyciu.

Cóż, jak przystało na pomadkę w płynie, szczególnie matową, ma tendencję do wysuszania ust i jednocześnie podkreślania suchych skórek, więc trzeba mieć świadomość i pamiętać o prawidłowej pielęgnacji ust przed i po aplikacji.

Pomadka nie zastyga idealnie, więc trzeba uważać. Ważne także , aby po aplikacji odczekać aż pomadka zastygnie zanim coś zaczniemy jeść, Natomiast ładnie i dość estetycznie schodzi, ale najpierw długo się trzyma, nawet dwa-trzy posiłki z napojami. U mnie przetrwała cała weselną imprezę, gdzie się je i pije, take trwałość to wielki plus.



Znacie te pomadki? Jakie są Wasze doświadczenia z nimi? :)

piątek, 11 października 2019

Paletka do konturowania - RIMMEL

Witajcie!
Dziś przychodzę do Was z recenzją kosmetyku, którego nie polecam... kupiłam go pod wpływem emocji, bo dobra marka, bo nie najtańsze więc nie powinno być źle, a jednak ... była tragedia!
Paletka do konturowania od RIMMEL to trzy kosmetyki w jednym plastikowym opakowaniu - róż, bronzer i rozświetlasz. Są dość jasne, ale tak naprawdę zależało mi przede wszystkim na rozjaśniaczu, takim trochę jak korektor, bez efektu tafli, brokatowej poświaty i wielkiego glow.

Pierwsza aplikacja była kluczowa, chociaż dałam szanse paletce jeszcze kilka razy. Po pierwsze kosmetyki się bardzo kruszą podczas próby nabrania ich na pędzel. To trochę uciążliwe, szczególnie mając świadomość, że bezsensownie marnujemy kosmetyk. 
Poza tym efekt żaden. Próbowałam aplikować kosmetyku mniej, więcej, różnymi pędzlami, gąbkami, nawet chciałam go użyć rozświetlacza pod oczy dla samego efektu korektora, no nie... no niestety, zasłużył sobie na moje złe miano.

Paletka dostaje ode mnie miano bubla roku! Dawno nie trafiłam na tak słaby kosmetyk! Pocieszam się, że kupiłam go w promocji, czyli za ok 17 zł, nie mniej są to najgorzej wydaje pieniądze w tym roku. 

Polecacie jakieś dobre rozświetlacze i bronzery? Chciałabym zacząć swoją przygodę z konturowaniem twarzy, ale też mądrze zainwestować w dobry kosmetyk do nauki ;)

środa, 2 października 2019

Żel do mycia twarzy Miód i cytryna- Marion

Witajcie!
Marka Marion to dość znany temat, nie raz przewijała się na moim blogu i bardzo często znajdywała aprobatę w moich testach. Tym razem mam pewien dylemat. Żel do mycia twarzy - Miód i Cytryna. Wydawało by się: żel jak żel... no i właśnie jest taki nijaki...


W plastikowej buteleczce z pompką (moje ulubione zastosowanie! mega praktyczne, wielki plus!) mamy 180 ml płynu - żelu, o lekkiej ale nie wodnistej konsystencji. Zapach słodki,  typowy jak dla kosmetyków miodowych, taki słodki, otulający. Osobiście zdecydowanie bardziej wolę świeże nuty, temu też może było to dla mnie trochę zbyt mydlane. Sam żel mocno się pieni i pozostawia na skórze taki śliski film, trochę czasu trwa je zmycie. Bo gdy go nie zmyjemy dokładnie potrafi wysuszyć skórę. Jest też średnio wydajny, dozując dwie pompki (używając myjki do twarzy) jest go zdecydowanie za dużo i się straszliwie pieni, znowu przy jednej mam wrażenie, że było za mało. Szybko znika z opakowania.
Poza tym dobrze mył twarz z resztek makijażu, a zapach nie utrzymywał się zbyt długo.  Niepowodował podrażnień, nie usuwał i nie zapychał skóry. Zdecydowanie wymagał użycia kremu nawilżającego. 

Wracając do słów ze wstępu. Jest to trzeci kosmetyk z serii Miód i Cytryna, który miałam okazję testować. Wcześniej używałam jeszcze peelingu i maski z tej serii, o których możecie poczytać tutaj. Byłam wtedy zachwycona tą serią, jednak o żelu nie mogę powiedzieć wielkiego "ach", chyba, że wzruszając ramionami. Był przeciętny. 


Mogłabym powiedzieć, że się trochę zawiodłam, ale z drugiej strony z góry wiedziałam, że to nie moja bajka. Do codziennego mycia twarzy preferuję delikatne peelingi, np. z glinką. Nawet pianki mnie średnią przekonują. O ile do maski i peelingu chętnie wrócę tak żel zostawię dla miłośników żeli ;).

środa, 25 września 2019

Cytrusowy antyperspirant w kulce - CD

Witajcie!
Czy znacie kosmetyki z firmy CD? Co prawda w strefie blogowej o nich głośno, jednak moi znajomi często mają problem ze zidentyfikowaniem tej marki. Moim pewniakiem jest drogeria Hebe, tam na pewno zjadę tą markę.

Co prawda lato i upały już raczej na nami, ale warto powiedzieć kilka sów o Cytrusowym antyperspirancie w kulce od CD. 
Z reguły jako antyperspiranty wybieram mydełka albo dezodoranty. O ile te pierwsze średnio są higieniczne, tak te drugie już bardziej. Pomimo to, mydełka wciąż są moim ulubieńcem, nigdy się na nich nie zawiodłam, w odróżnieniu do dezodorantów i kulek.
Antyperspirant w kulce od CD ma świeży, cytrusowy zapach, jednak z bardzo wyczuwalnym alkoholem (wysuaszaczem). Sama kulka, pod względem technicznym, działa w porządku, nie zacina się, dozuje odpowiednią ilość kosmetyku, która szybko się wchłania. Kosmetyk nie zawiera soli aluminium, silikonu, substancji odzwierzęcych, olejów mineralnych i sztucznych barwników. Nie pozostawia białych śladów, nie zauważyłam też, aby niszczyła ubrania. Plus także za szklane opakowanie (minus za plastikowa nakrętkę, ale jak to ominąć?)
Co prawda nie powoduje podrażnień i pieczenia, jednak zapach alkoholu trochę odstrasza.
Kolejnym minusem, chyba najważniejszym w tym wypadku, jest słabe zachowanie świeżości. Po jakimś czasie czuć po prostu mieszankę potu i zapachu antyperspirantu, co dla mnie jest nie do przyjęcia. Nie pracuję fizycznie, jednak po spacerze w ciepły dzień musiałam "dołożyć" warstwę lub po prostu się wykąpać. Na jakiś spokojny dzień "w domu" może być, jednak ja wtedy w ogóle unikam kosmetyków.

Znacie kosmetyki CD? Jakie macie o nich opinie? 

wtorek, 17 września 2019

Wygładzający Balsam do rąk Banana Care - EVELINE COSMETICS

Witajcie!
Jesień powoli wchodzi do domów, a szkoda, bo lato to moja ulubiona pora roku! Wiatr, deszcz, zimno... to główna przyczyna suchych dłoni w jesieni. Pomijam fakt obowiązków domowych ;), one są przez cały rok.
Wyczarowałam w moich zapasach Wygładzający balsam do rąk od Eveline Cosmetics.


W małej, miękkiej, kolorowej tubce skrywa się 50 ml, pachnącego balsamu. Po odkręceniu nakrętki mamy folię zabezpieczającą, więc mamy pewność, że krem nie był otwierany. Nie pachnie bananowo ani kokosowo, bardziej kwiatowo, woń bananów jest słabo wyczuwalna. Może i lepiej, nie jest mdło i słodko. Delikatnie czuć też mango.


Konsystencja balsamu jest delikatna, szybko się wchłania, nie pozostawia na skórze lepiej warstwy. Delikatny zapach jeszcze jakiś czas utrzymuje się na dłoniach. Zaraz po aplikacji czuć, że dłonie są odżywione. Pomimo różnych opinii w internecie, mam same pozytywne odczucia. Już po pierwszym użyciu zniknęły mi białe, przesuszone plamy. 
SKŁAD:
Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Palmitic Acid, Cocos Nucifera Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Petrolatum, Dimethicone, Phenoxyethanol, Sodium Cetearyl Sulfate, Ethylhexylglycerin, Parfum, Allantoin, Propylene Glycol, Tocopheryl Acetate, Mangifera Indica Fruit Extract, Passiflora Edulis Fruit Extract, Citrus Limon Fruit Extract, Alcohol Denat, Sodium Bissulfite, Potassium Sorbate, Disodium EDTA


Poza tym, moją uwagę przykuwa wesołe, pozytywne, kolorowe opakowanie. Jedyny problem to nakrętka, która wygodniejsza byłaby na "klik". 
Seria tych kremów to także zapachy: truskawkowy, kokosowy oraz cytrynowy, wszystkie mają w sobie nawilżające masło shea. Cena również jest zachęcająca, waha się od 5,50 do 7 zł.

Co sądzicie o tych kremach?