czwartek, 30 października 2014

O wielkich narzekaniach studenta...

Jesień ciągnie się okropnie długo. Łącznie z zimą trwa chyba 360 dni, a wiosna i lato skondensowana jest w te 4-5 pozostałych dni... Cóż, nie ukrywam, chcę już wakacje!
Na uczelni każdy dorzuca coś od siebie. Tyle przedmiotów, a jak w liceum, każdy najważniejszy! a najlepiej jeszcze przypomnieć, że zaraz koniec semestru (halo! dopiero się zaczął!). Miliony jakiś dziwnych projektów, prezentacji i bóg wie czego... no jestem w szoku. Ostatni rok, jak ogólnie cała magisterka, miał być taka lajtowy... a to był dobry chwyt marketingowy moich wykładowców, przez których teraz siedzę ubabrana po uszy, zamiast relaksować się WIEDZĄ w Poznaniu... ot masz :( zaśmiecam myśli w Białymstoku.

Kolejnie tułaczka. To trochę u siebie, to trochę u Dawida, to trochę na uczelni... gdzie jeszcze mnie zaniesie? no czekam. Nie to żebym narzekała, ale wszelakie plany, jakie były kiedykolwiek podejmowane, zdążały do stabilizacji, a tutaj z dnia na dzień co raz to nowsze informacje i newsy. Z lekka już mnie to męczy, ale czekam.
Poza tym totalnie nic. Może tylko fakt, że moje ciało przechodzi pewną metamorfozę. Ciekawi? Wszystko w swoim czasie, ale przyznam się szczerze - było "strasznie", jest "dobrze", czekam na "rewelacyjnie"! Lecz przede mną jeszcze długa droga!

2 komentarze:

  1. czyżby ciąża? :) teraz chyba jakiś sezon na to.. gdzie nie spojrzę to tylko brzuszki :) nawet sny mam, że moje koleżanki w ciąży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha nie! :D po prostu mega mi się przytyło :D hah
      ale to prawda, jak nie dzieci to zaręczyny i śluby... i tak w kółko :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz :)