wtorek, 27 marca 2012

Never give up, such a wonderful life!

"nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem" - pomyślała Martyna, po czym skasowała wczorajszy post, aby nie przypominał jej o tym, że było jej smutno. 
Ale dziękuję za miłe słowa wyrażone w komentarzach od Was, dodały mi nieco otuchy! :*
Dziś dzień pełen emocji. Po pierwsze koło z angola, które było nawet proste, jednak nieprzespana noc nie pozwoliła mi napisać go "na max'a" stąd też liczę na ok. 15/20, mam nadzieję, że nie mniej ;>. Tradycyjnie, jak co wtorek opuściłam wykład, który ponoć najtrudniej zaliczyć... <oops!> za tydzień pójdę... Potem podjechałam z chłopakami, którzy chcieli oddać krew. Oni oddawali dzielnie czerwoną ciecz, a ja usprawiedliwiona AŻ 3 powodami udałam się do pobliskiego sklepu a chińskim asortymentem. Kilka ubranek wpadło mi w oko i chyba tam wrócę! :D (o ile ktoś jest z Białegostoku to sklepik znajduje się nad Opałkiem na ul. Składkowskiej, wchodzi się od prawej strony). Uraczyłam się tylko pędzlem, który był w zaskakującej cenie 3 zł. I co tu się dziwić, jaka cena taka jakość. Włosie wypadło jeszcze zanim zaczęłam go używać :D. Weszłam w celu zakupienia spiralek do kręcenia włosów i wypełnienia do koka... niestety nie było :( buuu.
W niedziele była okropnie wietrzna pogoda. Z S. mieliśmy jeździć rowerami, ale wyszło, że pojechaliśmy na wycieczkę do Korycina. Oczywiście tylko na zalew. Nie wiem czy wiecie, ale Korycin jest jedną z tych wsi w Polsce, które najlepiej wykorzystują pieniądze z UE. Znajduje się tam w/w zalew na rzece Kumiałka, boisko, korty oraz Synagoga czy Żydowski cmentarz. Każdego czerwca w Korycinie odbywa się wielki festyn poświęcony truskawkom, które ponoć są tam najlepsze na świecie! Co więcej Korycin słynie też ze swojego sera (zwany oczywiście korycińskim), którego receptura wiąże się z historycznym potopem szwedzkim. 
Dla mnie Korycin to przede wszystkim tradycyjny postój w drodze nad augustowskie jeziora :D. Niestety nasz niedzielna wycieczka nie pozwoliła nam się cieszyć tym miejscem gdyż wiał okropny wiatr. Dosłownie 10 minut spędziliśmy nad zalewem - resztę w samochodzie.
A dzisiejszy wieczór sponsorują truskaweczki. Wprawdzie to nie te z Korycina, a z biedronki, ale temat jest :D. Do tego Małe piwko, co by dobrze się spało po mega wycisku w studiu fitness! :)


7 komentarzy:

  1. no wiesz co, kasować posta z naszymi pocieszającymi komentarzami... żartuję, dobrze, że już się zebrałaś w sobie :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Zalew w Korycinie jest świetny, szczególnie bliżej lata. Można na chwilę wyskoczyć z Białego i się opalać :). A po zdjęciach widać, że chyba wiało troszkę:P

    OdpowiedzUsuń
  3. Mniam mniam też bym piwka się napiła, moim numerem jeden jest Reds z limitowanej serii jak się myle żurawinowy, smakuje jak Picolo dla dzieci:)

    OdpowiedzUsuń
  4. ojeje ale chyba Wam tam ostro wialo ;)
    ja tez bym sie piwka napisala ale jestem na 'odwyku' ;)
    zapraszam do nas w wolnej chwili :) jestem ciekawa co sadzisz o mojej stylo ;)
    Martyna
    http://www.bemymusthave.pl/2012/03/stylizacja-wiosna-2012.html

    OdpowiedzUsuń
  5. świetne zdjecia(zwłaszcza te z pędzelkiem;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)