wtorek, 10 grudnia 2013

Majestatyczny bakłażan

Lakier chyba z pół roku zalegał w pudełeczku, raz użyty i odłożony w zapomnienie. No cóż. Wygrzebałam go nie mając zupełnie pomysłu na żaden kolor. I urzekł mnie! Kolor, mimo, że ciemny, dość dobrze wypadł.

Dwie warstwy wystarczająco dobrze kryją i łatwo się go rozprowadza. Schnie w miarę szybko. Gorzej jest z trwałością. Pierwsze odpryski pojawiły się już kolejnego dnia, ale tylko na 2 paznokciach. Niektóre po 5 dniach są w nienaruszonym stanie. Nie rozumiem tej zależności :D.
Nie do końca widać to na zdjęciach, natomiast bardzo ładnie odbija światło (tak?) :D. Nie jest to kolor matowy, ani także nie posiada drobinek brokatowych, a daje taki delikatny efekt lustra.




niedziela, 8 grudnia 2013

Pokahontaz!

Nic nadzwyczajnego. Outfit miał być wygodny, a jednocześnie nie zwyczajnie pospolity. Brąz przełamałam białym topem oraz uroczym naszyjnikiem.
Spodnie to wspaniały zakup z Primarka. Mają ponad rok. Pamiętam jak wtedy pragnęłam mieć brązowe spodnie. Po prostu. Kupiłam je za zawrotne 9 czy 12 f. Stan oceniam na celujący ;-).
Sweterek to spontaniczny zakup, również sprzed ponad roku, Orsay. Uwielbiam go, natomiast czuję jak z każdym praniem staje się co raz mniej fajny. Dlatego oszczędzam go jak mogę :).
Naszyjnik, co dziwne :D, również sprzed roku! Prezent od znajomej z Niemiec. Do tego, mało widoczna, bransoletka w takich samych kolorach.

Mimo, że ostatnio preferuję albo czarne, proste topy, albo ciemne bluzy, to w tych kolorach czuję się równie dobrze.
Wybaczcie zdjęcia, robione o 5 rano!! :D Co więcej, dodałam 3 lekko rozmazane, jakoś mają dla mnie klimat <3








piątek, 6 grudnia 2013

Let it snow ....

NIE! Miało nie padać! NIE !!!!
No dobra, lubię śnieg, ale tylko przez tydzień i tylko w tym momencie, kiedy jadę na narty. A, że w tym roku nie ma opcji wyjazdu na narty, totalnie, przez całą zimę, to tak i śniegu totalnie nie potrzebuję. Wydłuża się drogą na uczelnie średnio o 20 min, do tego jakiś tam zakres niebezpieczeństwa wzrasta, jest chłodniej, ślisko... i ogólnie, potem brzydko wygląda jak topi się. No cóż. Nie pokonam tego :(. Póki co pada, choć mam nadzieję, że do wieczora przestanie!
Dobra... klimat świąteczny jest. Enough!

Dziś mikołajki, czyli komercyjne święto, żeby z naszych portfeli wycisnąć jeszcze więcej kasy :D. W tym roku dość specyficznie planuję spędzić ten dzień (relacja później ;-)). Pierwsze "prezenty" mam już za sobą, a mianowicie zostałam obdarowana swoja ulubioną czekoladą w ilości dwóch <3 oraz uroczym kwiatkiem. Nie pytajcie o szczegóły ;-). Kolejną cześć dnia spędzę z Pauliną, a potem... jeszcze nie wiem :).

czwartek, 5 grudnia 2013

Moja!

Na koszulę w kratę czaiłam się do kilku tygodni. Najpierw spodobała mi się jedna w Housie, jednak ze względu na cenę wolałam poczekać na jakąś promocję. Podczas promocji chyba każdemu się ona spodobała i znikła zarówno ze sklepu on-line jak i z każdego sklepu stacjonarnego w moim mieście. To był znak! Szukałam dalej. Znalazłam jedną, dość ciekawą na szafa.pl. Cena super, wymiary super, jednak nie była ze sztywnego materiału, a takiej oczekiwałam.
Podczas niedzielnej nudy pojechałam "na spacer" do galerii. W Cropp Town znalazłam swój ideał po raz kolejny. Przymierzyłam - jest ok. Tylko cena lekko wysoka. Coś mnie jednak tknęło, że pewnie lada dzień też będą jakieś zniżki, wyprzedaże międzysezonowe. TAK! Wróciłam do domu i od poniedziałku było -40% na wszystko! Następnego dnia, wraz z otwarciem galerii, wylądowałam przy kasie wraz z moim ideałem <3.

Jak mało potrzeba mi do szczęścia :).






poniedziałek, 2 grudnia 2013

Wielki projekt denko! Produkty do pielęgnacji włosów

Zrobiło się nieco kosmetycznie na moim blogu ;-).
Dziś przychodzę do Was z mini recenzjami produktów, których używałam w ostatnim czasie do pielęgnacji włosów.

Odżywka do włosów od Rueber, którą dostałam na pierwszym spotkaniu podlaskich blogerek.
W pojemniczku wyglądała jak kremik truskawkowy z drobinkami. Serio, spodziewałam się takiego zapachu! Lecz nie. Zapach był mało przyjemny, jak profesjonalne kosmetyki fryzjerskie, na szczęście nie utrzymuje się długo na włosach.
Niewielkie opakowanie wystarczyło na ponad miesiąc kuracji. Nakładałam ją na całe włosy poza skalpem. Niestety. Nic szczególnego mi nie dała, może poza tym, że nieco ułatwiła rozczesywanie. Nie zauważyłam nawilżenia ani odżywienia. Dalej na głowie był puch!


Ze spotkania przyniosłam także szampon i odżywkę MIC od Barbers.
Spodziewałam się na prawdę rewelacji i naprawdę się zawiodłam! O ile pamiętam zapach był w porządku i wydajność względna - mi starczyło na prawie dwa miesiące pomimo małej pojemności. Niestety, moje włosy nie zostały ujarzmione, efekt puchu utrzymywał się dalej, a co więcej, miałam wrażenie, że końcówki (tam gdzie nakładałam najwięcej odżywki) stały się suche i zniszczone bardziej niż zwykle.

Czas na kosmetyki, które zakupiłam sama.
Termoochrona od Mariona. Nie, nie, nie .... mam wrażenie, że nic nie daje poza tym, że włosy są jakieś sztywne, twarde i nieprzyjemne w dotyku. Ah! i zapach! Mama mówi, że jest ok, mi natomiast daje jakąś spalenizną, na szczęście długo nie utrzymuje się na włosach. Ze względu na to, iż odstawiłam suszenie ciepłym powietrzem używam go tylko wtedy, kiedy prostuję włosy (rzadko). Mimo to, wciąż nie widzę, żeby sprawował jakąś ochronę nad moimi włosami.
Mimo niskiej ceny (około 10 zł) nie warto.


Płyn odżywczy do włosów - pokrzywa.
Nie wiem dokładnie czy działa, gdyż nie stosuje jej regularnie (nie wiem czemu :D). Ma zapobiegać wypadaniu włosów oraz przeciwłupiezowo. Co prawda łupież, nawet jeżeli się pojawiał, to już go nie ma, a co do wypadania.. nie wiem czy to zasługa akurat tego płynu, ale rzeczywiście mniej włosów mi leci podczas mycia. Pachnie cudownie! Jak świeże, delikatne, męskie perfumy! Uwielbiam!
Mam jeszcze jedną buteleczkę, także być może kolejną zużyję regularnie i będę mogła napisać coś więcej.
Cena : 4,50, allegro (cena zachęca ;))
 

Gliss Kur hair repair, wersja czarno-złota. Do tej pory używałam wersji różowej. Nie widzę żadnej różnicy poza zapachem. Tu nieco jakby kawowy, dość przyjemny, dość długo utrzymuje się na włosach. Daje włosom taką powłokę, dzięki temu są miękkie i przyjemne w dotyku. Nie ujarzmia natomiast puchu, ani też nie zauważyłam, żeby jakoś szczególnie wpłynęła na kondycję moich włosów. Bardzo wydajna, starcza mi na ponad rok! Przy prawie regularnym stosowaniu. Na pewno kupię jeszcze tą bombę silikonową, ze względu na miękkość włosów.
Cena ok. 15 zł.

Mam nadzieję, że jeszcze przed świętami, uda mi się zrobić post o tym jak teraz pielęgnuje swoje włosy, a także polecić Wam pewien zabieg. Jednak muszę się na razie z tym wstrzymać ;).