wtorek, 11 kwietnia 2017

POSE - krem pod oczy

Witajcie!
Wczorajsza piękna pogoda zmotywowała mnie nieco do pracy (pomimo, że to był poniedziałek :P) i w ten sposób powstał dzisiejszy post :).

Kosmetyki marki POSE znałam do tej pory tylko z opisów i obrazków. Nie miałam okazji testować żadnego z tych kosmetyków, także jak tylko była taka możliwość pomyślałam :dlaczego nie? :) i padło na POSE krem pod oczy.
Wybór był prosty - okolice oczu potrzebują specjalnej pielęgnacji, zwykły krem do twarzy to czasem za mało. Ciągła praca przy komputerze i dużo godzin za kierownicą jednak robią swoje (mój kompleks wielkiej zmarszczki na czole własnie się pogłębia...). Oczu nie wymienimy, dlatego warto z każdej możliwej strony pomagać im w odpoczynku.



Krem od POSE to bardzo delikatna, kremowa konsystencja, zamknięta w eleganckiej i nienagannej szacie. Kosmetyk jest kompletnie bezwonny. Wręcz ekspresowa wchłania się nie powodując podrażnień, ani pieczenia przy kontakcie z okiem. Jedna mała pompka (notabene idealne rozwiązanie dla takiego kosmetyku!) to niemal wymierzona porcja do aplikacji.

Zapewne najbardziej interesują Was efekty. Nie oczekuję, że zmarszczki mi zniknął czy zredukują się do okolic 0. Ważne abym czuła ulgę po nałożeniu takiego kosmetyku. I tak jest. Autentycznie zauważyłam mniejsze wory pod oczami pomimo, że z dnia na dzień sypiam co raz gorzej. Zdecydowanie najprościej możecie zauważyć to na moich zdjęciach z instagrama: @martysia5, gdzie to co widać to niemal 0 make up'u (i tak nie używam korektora) i wypoczęte oczy, jak dawno nie były. Nie mam ani jednej suchej skórki, które do tej pory pojawiały mi się często w okolicach oczu (często mrużone oczy, tarcie zmęczonych powiek, łezki od słońca czy.... ziewania :D). Do tego dostałam (chyba) uczulenia na płyn do demakijażu oczu, a podczas stosowania kremu dolegliwości ekspresowo minęły. A rano, po wieczornej aplikacji, nie mam żadnych zlepków czy tłustych filmów w okolicach oczu.
Po raz kolejny dodam wielką zaletę kremu: bezwonny! a to naprawdę ma znaczenie dla zmęczonych oczu.

Faktycznie jest to kosmetyk luksusowy. Można ocenić go w ten sposób przede wszystkim po pięknym kartonowym opakowaniu i wykończeniu tubki,a także cenie: ok.97 zł/30 ml.

Czasem jednak trzeba się chwilę zastanowić i odpowiedzieć na pytanie: czy za 100 zł warto kupić dobry kosmetyk, który działa, a będę go używać, nie przez miesiąc, a może nawet 3 czy więcej? - moja odpowiedź brzmi - WARTO. 30 ml to naprawdę dużo, chociaż nieprzeźroczysta buteleczka nieco utrudnia nam ocenę jej zawartości.

Jednak trochę smuci mnie jeden fakt: kosmetyk de facto kupujemy w polskim sklepie: ekoskin.pl, a na opakowaniu polskich napisów brak. Na stronie sklepu możemy znaleźć wszystkie interesujące nas informacje, mimo to wychodzę z założenia, że opakowanie powinno mieć znamiona polskiego rynku, skoro na nim są oferowane:).

P.S. Rozdanie z POSE wygrała Magdalena z bloga megly.pl, mam nadzieje, że nagroda dotrze jeszcze przed Wielkanocą! :)

4 komentarze:

  1. Kochana, jeszcze raz serdecznie dziękuję za wspaniałą wiadomość! Wow! Tak się cieszę z wygranej! :) No i ta szybka przesyłka :) Jak tylko dotrze - powiadomię Cię.
    A krem pod oczy dla mnie to bardzo ważna sprawa. Lubię takie bogate, kompleksowe mazidła pielęgnacyjne, nawet, gdy mam zapłacić więcej (moim ukochanym kremem pod oczy jest Shiseido Benefiance).
    Szkoda, że na tym produkcie nie ma polskich napisów.
    Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O Pose czytałam wiele pozytywnych opinii, ale niestety nie miałam okazji wypróbować ich kosmetyków. Dziwne, że na opakowaniu nie ma żadnych informacji w języku polskim... powinna być przynajmniej mała naklejka z najważniejszymi informacjami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też się nad nim zastanawiałam, no i zaluje, bo kuszący jest.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze żadnego kremu Pose nie miałam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)