czwartek, 16 kwietnia 2015

Rexona - hit czy kit?

P.S. Przypominam o rozdaniu :) KLIK! 

Zawsze używałam mydełek w kostce, różnych firm, ale zawsze w tej formie. Ok... zostawiały białe ślady, ale jak się wyczuło to nie było tak źle (żaden nigdy nie zniszczył mi ubrań). Zostałam jednak namówiona na antyperspirant w formie aerozolu, chyba głównie dlatego uległam, żeby ubierać czarne bluzki częściej niż raz i to na chwilę.
I tylko w kwestii niebrudzenia się sprawdził....
Zapach był na tyle intensywny, że najpierw dusił zapach moich perfum, a później znikał. Używałam go w okresie grzewczym. Wiecie, różne zmiany temperatury, raz gorąco a raz mróz. I świeżo po wyjściu z domu było spoko, ale gdy lekko się spociłam to zamiast czuć "ochronę" to czułam nieprzyjemny zapach. Taka dygresja... skoro już samemu czuje się swój pot to coś nie halo :D.
Generalnie nie mam problemów z poceniem się, ani też z zapachem mojego potu. Jednak w tym przypadku miałam wrażenie, ze cały czas po prostu śmierdzę potem!
Zdecydowałam się też zaryzykować i prysnąć się przed ostrym treningiem. Nie oczekiwałam, że pot nie będzie się ze mnie lał, ale bardziej tego, że nie ogarnie mnie ten nieprzyjemny zapach. To się przeliczyłam... Jeszcze nigdy tak szybko nie wracałam do domu pod prysznic!

Jednym słowem: NIE!
Cena? - ok. 8-12 zł w różnych sklepach, co daje mi to samo z ulubionym mydełkiem, do którego wrócę z wielkim utęsknieniem!

2 komentarze:

Dziękuję za komentarz :)