piątek, 12 lipca 2013

Lipcówka - Augustów

Koniec.
Wspólne studiowanie z tak wspaniałą ekipą dobiegło końca. Trzy lata wspaniałej zabawy przeplatanej egzaminami i wizytami na uczelni. Nikt nam tego nie zabierze. Nie żałuję ani przez chwilę, że poszłam na TiR, przede wszystkim dla tego, że poznałam tam tak wspaniałych ludzi! Fenomenalna ekipa. Miliony wspólnych wspomnień. Wiele łez, problemów, złych słów... ale trudno by było, aby niemal 20 osób wciąż żyło w zgodnie. Każdy ma swój unikalny charakter, swoje nawyki i swoje zachowania. Mimo tego potrafiliśmy i dalej potrafimy się dogadać. Wspólnych wspomnień nie zabierze nam nikt!
Zdaję sobie sprawę, że kontakt z wieloma osobami o ile nie zaniknie całkowicie to się nieco rozluzuje. Niestety, czas robi swoje i człowiek nie jest w stanie był w doskonałym kontakcie ze wszystkimi. Wiadomo, że Ci, którym zależy będą wciąż chcieli powracać do wspólnych wyjazdów, wspomnień imprez.

W tym roku, chyba już tradycyjne, musieliśmy odwiedzić Augustów. Tym razem w "cywilizowany" sposób, czyli na publicznym polu namiotowym. Było, jak zawsze z resztą, super! Pogoda dopisała prawie całkowicie, tylko ostatniego dnia tak nam zalało namioty, że na materacach można było już dryfować. Zmarznięci i przemoczeni wróciliśmy do domów. Ale setki zdjęć, myśli, wspomnień... na długo zostanie w naszych sercach.

/ zdjęcia dość ubogie, gdyż jeszcze nie wszystkie do mnie dotarły /

Oczekiwanie na zachód Słońca, który był czarujący. Tak bardzo mi się spodobał ten widok, że zaczęłam żałować, że aż 100 km mnie dzieli od tego miejsca. Niestety, codziennie nie mogę podziwiać takich widoków.


Tak wyglądał namiot mój i S. Właśnie przez to chaotyczne i bezmyślne rozłożenie zalało nas doszczętnie! Mieliśmy mokre wszystko. Łącznie z jedzeniem, ubraniami, butami, kosmetykami, telefonami...

Spacery, spacery, spacery... nie było im końca, przede wszystkim dlatego, że do normalnego sklepu mieliśmy dobry kawał drogi.

Oczywiście nie zabrakło też spalonych twarzy. Moja tamtego wieczoru pokazała swoje najbardziej ogniste oblicze. Na szczęście dziś już jest lepiej!

Głupie minki, które są spowodowane brakiem umiejętności dobrego wychodzenia na zdjęciach.

Wycieczka rowerowa, a właściwie wyprawa do sklepu, bo skończyło się jedzenie. Rowery można było wypożyczyć, choć nie zaprzeczam, że za kolejny wyjazd wezmę swój.


Na zakończenie film. Film, który zrobiłam sama, jak z resztą kilka innych, która łączą nasze imprezy i wyjazdy.
Moje ekipa to moja ekipa. Na blogu pojawiają się miliony wspomnień o niej. Wiem, że niektórzy z nich czytają mojego bloga, więc niech wiedzą, że lubię się nimi chwalić! (blogger jak zawsze nie znajduje tych filmów, które ja chcę, także na moim kanale na yt znajdziecie więcej filmów)



4 komentarze:

  1. fajna ekipa i super wspomnienia :))
    Jestem fanką kolegi na dachu!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ narobiłaś mi ochoty na taki wyjazd! Strasznie lubię Augustów. :D
    Uuu powódź namiotu? :(

    OdpowiedzUsuń
  3. O tak, pod namiot to bym sama pojechała :) świetnie pewnie spedziliscie czas ;D Pozdrawiam i zapraszam na nową notkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. świetna ekipa jak widać :>

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)