poniedziałek, 4 lipca 2016

Sposób na równomierną i trwałą opaleniznę - 7 SUNS

Piękna pogoda nie odpuszcza. Słoneczne weekendy aż zmuszają do korzystania z kąpieli, zarówno wodnych i słonecznych. Wiadomo, filtry są bardzo ważne dla ochrony naszej skóry. Chronią nas od szkodliwego działania promieni UV, takich jak wysuszanie skóry, uszkodzenie komórek skóry, przyspieszenie efektu starzenia i najważniejsze CZERNIAKA czyli raka skóry. Pojawiające się pieprzyki to raczej nie nasz atut a alarm, że coś niedobrego dzieje się w naszej skórze, a przyczyna jest raczej ta sama - Słońce. Im dłużej chcemy móc cieszyć się piękną opalenizną i zdrowo korzystać z naturalnej witaminy D tym uważniej powinniśmy dobierać kremy. Jednakże w tych sprawa wypowiedzieć się powinien dobry dermatolog :). 
Kosmetyki, które dziś polecam są propozycją na pomoc w opalaniu ALE jestem raczej zwolenniczką kremów z filtrem, w związku z tym opinia dotyczy tylko tego, co obiecuje producent, nie tego, czego oczekuję ja. Generalnie wg. mnie KAŻDY krem do opalania powinien zawierać filtr. 

Wszakże pomijając ten ważny fakt przedstawię Wam 3 kosmetyki od 7SUNS. Firma specjalizuje się w kosmetykach do opalania w solarium. Ja ich używałam na prawdziwym Słońcu. Sporadycznie bywam na solarium, w naprawdę ekstremalnych stanach i ostatni raz byłam z dobre 4 lata temu. Stąd też testy odbywały się naturze.

Jego zadaniem jest silne nawilżanie i intensyfikowanie opalenizny. Praktyczne opakowanie z pompką pomaga w aplikacji. Przyjemny, kokosowy zapach przypomina o tym, że opalamy się. Nie zapycha i nie drażni. Nawilża średnio, intensyfikuje opaleniznę mocno. Z tym efektem anti-aging bym dyskutowała, gdyż krem nie zawiera filtrów UV. Dość skromny opis na opakowaniu zmusza do poszukiwania informacji w internecie.

Przyjemna mgiełka z oliwką o lekko cytrusowym zapachu. Idealnie rozprowadza się po ciele, szybko się wchłania i nie powoduje uczucie lepkości na skórze. Także, tak jak poprzednik, nie zawiera filtra UV.


Generalnie nie mam problemów z opalenizną. O ile kiedyś nie opalał mi się w ogóle brzuch, tak odkąd wróciłam z Portugalii opala mi się wszystko na równo. Dzięki tym kosmetykom opalenizna pojawiła się znacznie szybciej - po 2 dniach (2 niedziele z rzędu) spiekłam się tak, jak za całe wakacje w tamtym roku. Z obietnic producenta jestem zadowolona, miało być szybko i tak było. Właściwie nie mam żadnych "ale" poza brakiem tego filtra UV.  Teraz czas na silne filtry. Co najmniej 20!

Na deser ostatni kosmetyk, a więc ukojenie po opalaniu:

Ze wszystkich kosmetyków ten jeden ma dziwny, chemiczny zapach i niepraktyczne opakowanie (kwadratowe i nieporęczne). Jednak lekka konsystencja i szybka wchłanialność daje dużo plusów. Prawdziwych efektów (podtrzymania opalenizny) oczekuję od każdego kremu. Skóra im bardziej i dłużej nawilżona tym opalenizna wygląda zdrowiej i utrzymuje się dłużej.

Pomimo, że nie mamy jeszcze planów na wakacje wciąż myślimy nad wyjazdem w polskie góry. Letni i słoneczny klimat zapanował także w moim salonie! Wciąż niezmieniona kanapa musi się jakoś wkupić w otoczenie. Tak wiec w PEPCO za szalone 19 zł/szt kupiłam poduszki. Nadają pokojowi koloru i świeżości, a jednocześnie wciąż jest prosto i z klasą! Poza tym, poduszeczki idealne na wakacyjny wyjazd :).

2 komentarze:

  1. Nigdy nie słyszałam o tych kosmetykach.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje w tym roku czekają na drugi rok lub na solarium jak już będę mogła :) a sam balsam używam i lubię go :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)