sobota, 14 lipca 2018

Sugar Lips - Peeling cukrowy do ust - Evree

Witajcie!
O kosmetykach Evree już nieco huczało w sieci, jednak jakoś do tej pory nie miałam okazji trafić na nic z tej firmy, chociaż byłam ciekawa, o co tyle "halo". Przypadkiem w Biedronce trafiłam na peeling cukrowy do ust o smaku (zapachu) poziomki. Jak go widzę? Wszystko opisuję poniżej.
Peeling zamknięty jest w małym plastikowym słoiczku o pojemności 10 ml, nie ma żadnego problemu z otwarciem. Wewnątrz znajduje się różowy peeling o słodkim zapachu, z wyczuwalną nutą takiej kosmetycznej poziomki (spodziewałam się szału, ale jest ok).
Zbita konsystencja ładnie się nabiera i rozprowadza po ustach. Jest to dość silny peeling jak na usta, ale używając go z wyczuciem nie zrobimy sobie żadnej krzywdy. Po aplikacji aż chce się oblizać usta! Po masaży resztki drobinek delikatnie zdejmuję wilgotnym wacikiem, a usta wciąż zostają delikatne i nawilżone. Wszystko dzięki olejom zawartym w peelingu,  przez to nie ma potrzeby (chociaż można) dodatkowo nałożyć coś nawilżającego (np. jakiś olej właśnie). Kilka regularnych zabiegów pozwala uzyskać naprawdę widoczne efekty.

Po co robić peeling na usta? Przede wszystkim aby unikać nieestetycznych, sterczących, suchych skórek - pomadki, słońce, obgryzanie, wiatr, mróz - to powoduje, że nasze usta są wysuszone i spierzchnięte. Takie 2 minuty dla ust, co 3-4 dni stają się dla nich zbawiennym SPA.

Polecam ten peeling, chociaż zachęcił mnie do zrobienia czegoś takiego na własną rękę! 

Cena: ok. 6 zł/10ml
Jakie są Wasze ulubione kosmetyki z Evree? 



piątek, 6 lipca 2018

PUREDERM - Animal Maska - Panda

Witajcie!
Kilka bezsłonecznych dni, a ja już czuję jakby była jesień a nie początek lata...
Dziś przychodzę do Was z moją pierwszą Animal Mask. Od momentu kiedy tylko pojawiły się te zabawne maski miałam ogromną ochotę je przetestować, nie dla samego efektu "po", ale dla słodkiego wyglądu. Liski, kotki, pieski, miśki, no urocze! Jakoś do tej pory po prostu na nie nie wpadałam, albo w były w zawrotnej cenie.

Podczas jakiś przypadkowych zakupów w Biedronce zauważyłam tą maskę, a potem długo spoczywała w czeluściach i otchłani mojej szafki "na potem". W końcu, w ten nostalgiczny, iście jesienny wieczór padła na moją twarz niczym krople deszczu na szybę.... a z szyby na parapet... ale do sedna.

Maska PUREDERM Panda to klasyczna maska w płacie, w zabawny wzór Pandy. Słodkawy, zupełnie do niczego nie podobny zapach czuć już po otwarciu opakowania, jednak nie jest on jakoś szczególnie uciążliwy. Samo przycięcie płatu (płata?) jest dość dziwne, bo maska odkleja się na brodzie, ale jak niżej zobaczycie oczy i usta są na miejscu (oczy wyglądają tak smutno :(). A jak efekty po aplikacji? 


Jak wspomniałam wcześniej maskę kupiłam przede wszystkim dla efektu Pandy, ale skoro kosztuje ona ok. 10 zł to po powinna po aplikacji coś dać z siebie. 
Masa była przesączona, po prostu kapało z niej, jak te krople na parapet. Nie jestem w stanie usiedzieć 10-20 min w miejscu (szczególnie przy dziecku) także tu nie sprawdziło się. Ponadto po zdjęciu jeszcze jakiś czas czułam na twarzy dziwny film, niekoniecznie nawilżający moją cerę, jakbym miała klejący, nieprzyjemny krem. Jedyny plus to fajnie chłodziła (delikatnie) co trochę odprężyło zmęczoną skórę. A chyba najlepszym z tego wszystkiego było sudoku na odwrocie! Ale mnie tylko zdenerwowało, bo go nie umiem. No i to tyle.

Do samych masek "animal" dalej jestem nastawiona pozytywnie, bo rozśmieszały nawet Olę. Dla zabawy pewnie spróbuję jeszcze innych, z innych firm. Może polecacie coś konkretnego?

niedziela, 1 lipca 2018

Warzywne i owocowe maseczki do twarzy Marion

Witajcie!
Marion ostatnio wypuścił szereg maseczek owocowo-warzywnych, które jakby nie patrzeć kuszą do zrobienia swojego domowego spa. W moje ręce wpadło 5 z nich i zapraszam Was do zapoznania się z moimi odczuciami na ich temat.
Początkowo (jak widać po zdjęciach) chciałam opisywać każdą maskę oddzielnie. Jednak w trakcie używania stwierdziłam, że nie ma to większego sensu. Różnią się tylko kolorem i zapachem, czasem kolejnością w składzie, a efekty są zawsze te same.












EFEKTY: Jak wspomniałam wcześniej, każda z nich miała ten sam efekt - zdecydowanie nawilżała. Po każdej aplikacji widziałam, że moja cera jest promienna i odżywiona. Nie zapycha, nie uczula. Lekko wyczuwalne zapachy nie rozpraszają, a kolory nie farbują skóry (nawet ta marchewkowa po wchłonięciu nie zostawia pomarańczowego odcienia).
Saszetki (7,5 ml) wygodnie się otwierają, choć zmienny ich kształt sprawia lekkie problemy przy wydobywaniu maski. Każde opakowanie starcza na 2-3 aplikacje (chyba, że ktoś lubi na grubo!).

CENA: ok. 2 zł/szt.

Znacie te maseczki? Która z nich jest Waszym faworytem? 

poniedziałek, 25 czerwca 2018

Energetyzujący zestaw do mycia twarzy - Love me Green

Witajcie!
Trochę odpoczywam od social mediów, ale to nie znaczy, że tutaj nie bywam. Dziś troszkę o naturalnych kosmetykach. Jakie jest wasze stanowisko wobec wszech ogarniającej "naturalności"? Jeszcze nie tak dawno wszystko co przerysowane było na czasie: mocne makijaże, wyraźny styl, oryginalne zapachy. Teraz jakby oś czasu zawraca w formie sinusoidy i coraz częściej się słyszy o powrocie do natury w każdej materii, również pielęgnacyjnej. Uciekamy się do sposobów naszych babć (choć nie zawsze udanych), zwracamy uwagę na składy kosmetyków, te najbardziej BIO są najbardziej pożądane, czy słusznie? I tak i nie. Czasami te BIO, EKO i NATURAL znaczy tyle co wyższa cena. A jak jest w przypadku kosmetyków Love me Green?

Do testów otrzymałam  Energetyzujący peeling do mycia twarzy oraz Energetyzująca piankę do mycia twarzy. Nie jestem znawcą i nie analizuję składów, ale dla zainteresowanych jest poniżej.
Ostatnio przekonałam się do pianek do mycia twarzy. Silnie pękające naczynka zmusiły mnie do zrezygnowania z peelngów mechanicznych (nawet tych delikatnych) i tutaj pianki są wybawieniem, zdecydowanie lepiej się je używa niż np. żele.


Pinka zamknięta w poręcznej tubce z pompką,100 ml. Jest bardzo wydajna, choć nieprzeźroczyste opakowanie nieco uniemożliwia określenie co się dzieje wewnątrz. Zapach jest dość dziwny, ja powiedziałabym, że jakby mleczno-kwaśny, choć wg. producenta to brzoskwinia, jaśmin i tuberoza (jakkolwiek to pachnie i cokolwiek to jest).

EFEKTY: Pianka bardzo fajnie myje twarz, dobrze się spłukuje, jednak nie zmywa makijażu na tyle dobrze, aby używać jej solo, także przed trzeba sobie pomóc. O ile dość dobrze odświeża, to niestety niekoniecznie nawilża, po umyciu czułam lekkie ściągnięcie skóry i musiała używać dodatkowo kremu. Nie zmienia to faktu, że cera po odpowiednim wykonaniu rytuału jest świeża i gotowa.

CENA: ok. 60 zł/100 ml

SKŁAD: AQUA (WATER), ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE*, ROSA DAMASCENA (ROSE) FLOWER WATER*, DISODIUM COCOYL GLUTAMATE, CENTAUREA CYANUS (CORNFLOWER) FLOWER WATER*, SODIUM COCOAMPHOACETATE, GLUCONOLACTONE, SODIUM BENZOATE, SODIUM COCOYL GLUTAMATE, POTASSIUM SORBATE, CAPRYLYL/CAPRYL GLUCOSIDE, GLYCERIN, CITRIC ACID, HYDROLYZED LINSEED EXTRACT*, SODIUM HYDROXIDE, PARFUM (FRAGRANCE), BENZYL ALCOHOL, CALCIUM GLUCONATE, DEHYDROACETIC ACID, MELILOTUS OFFICINALIS EXTRACT, CARICA PAPAYA (PAPAYA) FRUIT EXTRACT, LIMONENE, CITRONELLOL, CITRAL, LINALOOL, COUMARIN, GERANIOL, FARNESOL, ISOEUGENOL, EUGENOL, BENZYL BENZOATE, BENZYL SALICYLATE, METHYL 2-OCTYNOATE, HYDROXYIOSHEXYL 3-CYCLOHEXENE CARBOXALDEHYDE, HYDROXYCITRONELLAL, HEXYL CINNAMAL, ALPHA-ISOMETHYL IONONE, AMYL CINNAMAL, AMYL CINNAMYL ALCOHOL, ANISE ALCOHOL, CINNAMYL ALCOHOL, BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL, BENZYL CINNAMATE, CINNAMAL. *z upraw ekologicznych
Tutaj miałam do czynienia tylko z małą próbką (30 ml), której użyłam 2-3 razy i zostawiłam ja jakieś wyjazdy. 
Peeling jest bardzo delikatny. W żelowej formule ukryte są drobinki, jednak jest ich naprawdę mało, to bardziej żel masujący niż peeling. Jakoś nieszczególnie mnie zachwycił. Słodkawo-owocowy zapach(może i jakiejś pomarańczy, jak sugeruje producent) jest do przyjęcia. 

EFEKTY: Po kilku użyciach nie mam co się wypowiadać. Jednak klasycznego zdzieraka sie po nim nie spodziewajcie.

CENA: ok. 40 zł/75 ml

SKŁAD:AQUA (WATER), ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE*, COCAMIDOPROPYL BETAINE, COCO BETAINE, GLYCERIN, POLYGLYCERYL-3 CAPRYLATE, TILIA PLATYPHYLLOS (LINDEN) FLOWER WATER*, XANTHAN GUM, SODIUM CHLORIDE, BENZYL ALCOHOL, ARGANIA SPINOSA SHELL POWDER*, SODIUM BENZOATE, CITRUS AURANTIUM DULCIS (ORANGE) PEEL OIL*, POTASSIUM SORBATE, CITRIC ACID, DEHYDROACETIC ACID, ARGANIA SPINOSA KERNEL OIL*, CARICA PAPAYA (PAPAYA) FRUIT EXTRACT, MELILOTUS OFFICINALIS EXTRACT, LIMONENE, LINALOOL, CITRAL, GERANIOL, COUMARIN.*z upraw ekologicznych


W moim odczuciu cena kosmetyków jest nieco za wysoka w stosunku do efektów. w niższej cenie możemy znaleźć na rynku dużo podobnych bądź lepszych kosmetyków pielęgnacyjnych, tez oflagowanych jako ORGANIC. 




wtorek, 19 czerwca 2018

Hydrolaty z KEJ

Witajcie,
Hydrolaty, jeszcze do niedawna były obce w mojej pielęgnacji, dziś nie wyobrażam sobie dnia bez nich. Hydrolat- czyli woda kwiatowa jest o wiele delikatniejsza dla cery niż oleje eteryczne czy nawet drogeryjne toniki. Całkowicie zrezygnowałam z innych kosmetyków i hydrolaty towarzyszą mi zarówno rano, zaraz przed makijażem, jak i wieczorem przed kremem. Ponadto używam je podczas aplikacji masek z glinki, a take czasem po prostu w ciągu dnia dla odświeżenia.
Hydrolat z mięty pieprzowej polecany jest do cery tłustej i mieszanej. Jego działanie to przede wszystkim oczyszczanie, ściąganie odświeżanie, a także łagodzenie podrażnień. 
W moim odczuciu przede wszystkim odświeżanie! Naprawdę czuć taką miętę, jak gumy miętowe, ale na tyle delikatną, że nie szczypie w oczy. 



Hydrolat z lawendy polecany jest generalnie do każdego rodzaju cery. Przede wszystkim łagodzi zaczerwienienia i podrażnienia. Poza tym ma działanie antyoksydacyjne, nawilżające i tonizujące.

Delikatny i lekki zapach lawendy działa raczej odpreżająco, więc częsciej stosowałam go wieczorem. Zmiany skórne i wszelakie zaczerwienienia ewidentnie ostygały (choć nie znikały definitywnie). 



100ml pojemniczki z ciemnego plastiku z wygodnym aplikatorem, który dozuje wystarczającą ilość cieczy. 

Jak dla mnie oba hydrolaty to strzał w 10! i chociaż dostałam je z krótkim terminem ważności to nawet po terminie nie robią nic złego :D.